sobota, 16 marca 2013

Baby blues


Ubzdurałam sobie, że jestem w ciąży.
Znowu.
 I tym razem daje mi to całkiem wiele do myślenia bo jeżeli człowiek sobie takie rzeczy bzdura to musi to oznaczać, że podświadomie pragnie, choć się boi utraty wygody, niezależności oraz bardzo wielu zasobów finansowych. I wcale nie ma znaczenia argument, że dziecięcie można wychowywać nie tracąc całej wolności, podmiotowości osobistej oraz nie bankrutując przy okazji, a poświęcenie odrobiny komfortu* na  rzecz małego człowieka o podobnym zestawie genetycznym wcale nie jest aż tak wielkim dilem, prawda?

Przeprowadziłam, w każdym razie bądź, małą ankietę wśród potencjalnych wujków i cioć (dziadków badaniom żadnym nie trzeba poddawać, wystarczy przyjść na obiadek w niedzielę, żeby otrzymać karcące spojrzenia i zestaw mało dyskretnych sugestii na deser), pod kątem tego, kto się będzie pacholęciem opiekował, gdy matka wyrodna zapragnie zwiedzić Peruuu czy inne zakątki wszechświata. Ponieważ stwierdzono pokłady entuzjazmu, biust zaczął mnie boleć jakby bardziej i poczułam dziwną więź ze swoją macicą (wybaczcie państwo słownictwo, ale staram się was przyzwyczajać, za chwilę będą tu już tylko kupki, pieluszki i reklamy odżywek dla niemowląt), a ubzduranie hasa po zwojach, czego najlepszym wyrazem jest ta notka.

Piszę ją z premedytacją, bo staram się podtrzymywać w sobie pozytywny entuzjazm dla projektu, każdorazowo gdy się pojawia. Z jednej strony bowiem, mam lat trzydzieści wkrótce, za pół roku bez haka, a  z drugiej wcale nie chcę żadnych życiowych rewolucji, a z trzeciej chcę mieć takie małe puszyste, żeby je uczyć jeździć na nartach, a z czwartej tak strasznie kocham bycie sterem, żeglarzem, okrętem oraz zupełnie nie wyobrażam sobie opcji posiadania rozstępów gdziekolwiek, przekroczenia pięćdziesięciu kilogramów czy międlenia sutka, że już sama nie wiem, choć czuję gdzie słuszność, toteż zastawiam na siebie pułapkę.

Jeżeli ktokolwiek cokolwiek rozumie, to miło mi ;)

I tak sobie te moje myśli krążą wokół tematów rewolucyjnych, a jakby ich było mało to Współlokator wymusza, wcale nie subtelnie, zastanawianie się nad lokalizacją potencjalnego,  nowego, a wręcz własnego mieszkania i w ogóle to ja nie wiem, mi się to nie podoba oraz domagam się znowu mieć dwadzieścia pięć lat i dużo czasu na takie rzeczy, bo ja tych rzeczy nie chcę, dobrze mi jest i dlaczego w ogóle mam coś zmieniać , skoro zmieniać nie chcę, tym bardziej, pod naporem własnych hormonów, instynktów czy co tam robi kobiecie to co robi, aby obsesyjnie myślała o dzieciach.
Pójdę, porzeźbię w kodach, to może mi przejdzie.

A z okazji jakże pięknie rozpoczętej soboty soundtrack z filmu, który moim zdaniem powinien  był dostać najgłówniejszego Oskarda. I nie ma nic wspólnego z dziećmi!



* (dobra, doskonale słyszę ten szyderczy rechot matek karmiących, dla których poświęcenie odrobiny  komfortu, to założenie niewygodnego stanika, żeby biust się lepiej układał w dekolcie, a nie posiadanie wrzeszczącego potomka, będącego zresztą pośrednią przyczyną marnego stanu biustu)  

Ze statystyk.
Pozdrawiam osobę szukającą koszulek z homarem, ale niestety i tym razem nie wykażę się pomocną dłonią. 



6 komentarze:

M pisze...

Ty nie myśl, Ty sikaj na patyczek!

Kot Pik pisze...

Jesteś pewna, że sobie to ubzdurałaś?

Caerme pisze...

nie :P

Ale będę ;)

bohaterpozytywny pisze...

Niezwykłe :D że tak rzeknę krótko

Anutek pisze...

Ja mam czworo dzieci, i WSZYSTKO rozumiem, naprawdę :). Absolutnie wszystko.

Aha, jestem od ciebie dychę starsza, jak byłam w twoim wieku, to mi wszystko spalo snem Siedmiu Rycerzy Śpiących :). I nadal nie do końca się obudzilo, co mnie zresztą ratuje przed popadnięciem w szaleństwo ;).

Aha, i posiadanie słodkiego bejbisie nie oznacza, ze blog musi sie zmienić w opis kupek, czego, mam nadzieję, mój blog bywa dowodem. To tak na pociechę :D.

Caerme pisze...

Anutek, jesteś moją ostoją i pocieszeniem na tym zwariowanym padole matek z pieluchami :D

Jak już będę duża chcę być taka jak Ty, i Eeela ;)

Prześlij komentarz