Ponieważ jest listopad, a listopad ssie, z czym się zgadzam w całej rozciągłości, dostarczyłam swojemu mózgu trochę niespodziewanych emocji*. Skoro nie chce współpracować, to niech chociaż poczuje delikatny przypływ adrenaliny. Zawsze to zdrowiej, gdy ciśnienie lekko podskoczy [zwłaszcza, jeżeli fizjologicznie ma się ciśnienie żywego nieboszczyka, jak stwierdziła w czasach zamierzchłych pani pielęgniarka z podstawówki, co zapamiętałam jej do dziś].
Veni, vidi, prezentowałam na blogasku (fociczku nr 3) ujęcie pięknej perspektywy, z bezpiecznej odległości, i nawet przeszło mi przez myśl, żeby może jednak spróbować. Dzięki Allahowi niech będą za brak czasu, bardzo wielkie dzięki!
Bo pewnie bym polazła, a co, wtedy byłam gotowa na wszelkie przygody. Dopamina poważnie podwyższa skłonności do ryzyka, wywołując w mózgu, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, poczucie bezpieczeństwa. Oj, miałam w krwiobiegu poważne przeciążenie dopaminowe, to pewne, rzuciło mi się na oczy, na uszy i resztę zmysłów, nie wspominając o mózgu i ciężkim upośledzeniu funkcji realnej oceny sytuacji.
Oglądając sobie to płynne przejście z perspektywy ciepłego domku, kocyka i herbatki malinowej doszłam do wniosku, że musiałam być mocno upadła na głowę, skoro w ogóle rozważałam w swoim życiu takie ekscesy. Przy moim leku wysokości balansowanie na cienkiej szynie zawieszonej tryliard metrów nad ziemią byłoby samobójstwem, bez względu na ilość sprzętu dyndającego u pasa i oddech źródła dopaminy na plecach.
Ja już nigdzie nie muszę chodzić, wystarczy, że pooglądam takie filmiki i miękną mi wszystkie dwa kolanka. Dziękuję bardzo, mogę włazić do góry i w dół nie patrzeć, mogę nurkować i taplać się w błocie, mogę zapierdzielać samochodem, a także motorem, boję się i uwielbiam się tak bać bo wtedy wszystko we mnie działa, bez paniki, ale z przepaścią u stóp – mam pełne, że tak obrazowo przedstawię sytuację, pantalony, a świat wiruje i nóżka drży przy samym wyobrażaniu.
No i tak to było wczoraj.
A potem się zwinęłam w kłębek i rozbeczałam jak dziecko z tęsknoty, beznadziei i że wszystko nie tak, że wszystko źle, że nie mam siły, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, niech mnie ktoś przytuli oraz jestem odpadem atomowym (pozdrowienia dla internatu LO Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Warszawie).
I już prawie, bardzo, bardzo prawie, zamordowałam na trzeźwo malutkiego puszystego kotka.
P.S.Czy zostanie pobrana opłata za prawa autorskie? – proszę wziąć pod uwagę, że jestem w głębokiej dupie finansowej ;)
*
8 komentarze:
dwa tantiemy, za ssący listopad i zabijanie małych kotków. prawie zabijanie. chociaż to chyba prestiż jakiś, czy coś :D
Nikt nie kocha? Tego nie wiem, nie wypowiadane, ale z tym nielubieniem to mimo wszystko aż tak nie jest, że nikt;)
Nie no, moja droga, to że listopad ssie to nie jest żadna wiedza tajemna więc tu prawa autorskie nie działają, co innego w przypadku kociaka - masz u mnie piwo z imbirem bądź malyną, może być ugrzane ;)
Kocie - aż nie wiem co odpowiedzieć, aż chlipnę chyba ze wzruszenia, serio.
Obiecanki cacanki.
Nie znasz dnia ani godziny powiadam Ci! ;)
Tryb oszczędnościowy mózgu , to dobry znak. W tym trybie Wnętrze zaczyna wreszcie mówić , a w ciszy można coś usłyszeć.... Im wyżej chodzimy po linie, tym mniejszy ciężar powinniśmy nosić, bo przeszkadza.
mikitwist.blox.pl
a to ponoć sprawa punktu odniesienia. wielu pilotów wielkich samolotów ma lęk wysokości (ba, mój znajomy alpinista ma!). ja też mogę majtać nogami 300 metrów nad ziemią, ale do urwiska za żadne skarby się nie zbliżę...
Caerme - ogólne wyrazy dużej sympatii Tobie ślę ;D
Prześlij komentarz