Czasem bywa tak, że budzi się
człowiek nad ranem i nie chce już spać, choć rozsądek
podpowiada, że „ no weź, kurde, Stara, masz jeszcze godzinkę, a
na zewnątrz jest zima”, ale skoro kto rano wstaje, temu pambuk
daje (doprawdy, nie wiem, o co mi chodzi z tymi przysłowiami, ale
podobno wymierają, więc nie dopuszczam, jak mogę) zerwałam się,
wypiłam na spółkę mleczna kawę i wybyłam w miasto, gdy jeszcze
było bardzo, bardzo ciemno.
Ułatwiano mi na wszelkie sposoby.
Pan Współlokator pograł na
skrzypeczkach i odśnieżył auto.
Pan Woźny przemknął po osiedlu małym
pługiem, pogwizdując pod wąsem wesoło.
Pani Klępa odpaliła, pokonała zaspę
zwinnym susem i przedarła się przez miasto bez jednego nawet
jęknięcia.
Pani Zima - piękna, niemroźna,
niestraszna.
Miasto cichuteńkie. Wymarłe nieco i
takie zupełnie niepodobne do siebie.
Na ulicach malutkie, skulone
samochodziki z białymi czapkami.
Czerń nocy i biel nienaruszonego
śniegu tłumiąca zwyczajne odgłosy.
Strasznie dużo magii i zachwytów jak
na jeden styczniowy poranek.
Fajnie, tyle że nie.
Zaciągnięta w sobotę na Kopiec Szczęśliwicki, wpięta w deskę, zmuszona do wstawania ze
związanymi nogami na śliskiej i chybotliwej podstawce, po raz
kolejny udowodniłam sama sobie, że no niestety, ale jestem
geniuszem sportów zimowych i muszę z tym jakoś żyć.
A łatwo nie jest!
Na Mazowszu mieszkam, przypominam
niepamiętającym. Z Mazowsza w góry najbliższe mam jakieś trzysta
kilometrów i chwilowo zero, absolutne zerowe ZERO perspektyw na to,
że Tatry zobaczę gdzie indziej niż na kolorowych stronach
cudownych portali o zimie, deskach, nartach i odzieży narciarskiej
(przezornie od stron z filmami trzymam się jeszcze z daleka, choć
kusi).
Popsuło się i poplątało, pogmatwało
moje wszystkie plany, a skoro zapomnieć mogę o zimie, to
tym bardziej o tropiku i pikantnych krewetkach ze świeżą kolendrą,
której swoją drogą nie znoszę, ale tęsknię.
W rodzinie smutno i poważnie, bo
odchodzą bliscy naszych bliskich, a my tak trochę z boku trwamy
cichutko, bo tylko tyle można.
A ja gdzieś tam pozamykana w sobie na
cztery spusty, nabieram, gromadzę i układam, bo szlag mnie trafia,
gdy rzeczy nieistotne, takie jak praca, odbierają mi zen i radość
wszystkiego. Nie chcę nic słyszeć o żadnych PITach.
11 komentarze:
ad.cz.1 bo jest cudnie !
:)
Jak zero, czemu zero?
Ale na prawdziwych skrzypeczkach czy coś się za tym kryje?
To zmień w końcu tę pracę. To da Ci większy power niż 20 podróży na inny kontynent. Chyba :)
Bo zero to taka czysta i dramatyczna jednostka ;)
Może i czysta i dramatyczna, ale huiowa ;)
Sooo true
Soooo... Leo, why?
Bo tak mię się wtedy zdawało. Niesłusznie, jak pokazała przyszłość ;)
http://cdn.memegenerator.net/instances/250x250/31427283.jpg
Jak się okaże, że te koty są także u mnie w lodówce, to się pogniewamy!
Za to, co trzymasz w lodówce, nie odpowiadam.
;P
Prześlij komentarz