Raz na wozie, raz w nawozie jak mawia stare tajskie przysłowie i nijak nie da się nie zgodzić. Rok nowy zaczął się owszem bardzo sympatycznie, ale przecież wiadomo, że każdy świat ma dwa końce i skoro grudniowo-majowa przepowiednia nie do końca się ziściła, to nastąpić musiał jakiś inny kataklizm, by dopełnić dzieła.
Dzieło się zatem dopełnia, po cichu i w skrytości, we mnie, w Karmelu.
Na przykład – znikają zdjęcia z dysków przenośnych. Niemało, bo jakieś 20 GB. I to nie tak, że sobie znikają z jakiejś określonej przyczyny, tylko tak sobie raz są, a raz ich nie ma, a ja dostaję zawału, bo nigdzie indziej tych zdjęć już nie osiągnę i jeżeli znikną raz na zawsze, to będzie to rzeczywiście dość ostateczne. Ponieważ jestem do nich przywiązana emocjonalnie, to mimo iż nie palę (czemu nie palę, niuhia nie wiem, ale jest to fakt, nawet autentyczny i ma trwać dotąd, aż uznam, że niepalenie mnie nie męczy co i tak się zdarzy po moim trupie, a do tej pory z pewnością niejednego jeszcze zapalę, także chwalę się oczywiście przedwcześnie i na wyrost, co zupełnie, jak widać, mi nie przeszkadza), wyskoczyłam na balkon w żyrafie i zaciągnęłam się pełnym płucem, bo ogarnęło mnie lekkie przerażenie.
U podstaw natomiast leży moja rosnąca i żywa nienawiść do zakładu pracy, która objawia się zapierdzielaniem jak malusieńka elektrownia jądrowa, więc nikt nigdy nie zauważy jak bardzo i ogromnie jestem wkurwiona i odczyta moje sygnały-znaki niezgodnie z intencją nadawcy i stwierdzi, że zaangażowanie i wkład jest good i tak trzymać, lubię to, lubię cię.
A ja nie chcę, żeby mnie lubili!
Zapierdzielam, bo napieprzanie w klawiaturę tak, że wióry lecą, skutecznie zagłusza!
Chcę, żeby mnie wywalili na pysk, bo
natenczas nie będę musiała wyczyniać finansowej i księgowej oraz
bankowej ekwilibrystyki, będę mogła za to spokojnie poszukać
nowego zajęcia, choć wiem, że w sumie to mam 90% szans na to, aby
spaść z deszczu od rynnę.
Wrodzony optymizm buntuje się przeciwko
takiemu spojrzeniu, no ale.
Dlaczego zapierdzielasz dziewczę
drogie, skoro masz plan bycia wywaloną na pysk, zapytasz z pewnością
czytelniku luby i zapytasz słusznie, gdyż kupy się ta opowieść
nie trzyma.
Zapierdzielam, bo napieprzanie w klawiaturę tak, że wióry lecą, skutecznie zagłusza!
Zagłusza na przykład beznadziejną
muzykę nadawaną przez lokalne radio Hobby, którą to muzyką
jestem katowana dzień cały i która robi mi tak, że zmieniam się
z łagodnego dziewczęcia w żądną krwi, flaków i mózgu na
ścianie strzygę.
Zagłusza także odgłosy durnych
rozmów na temat postępowań spadkowych po osobach żyjących.
Ale przede wszystkim
zagłusza panoszący się w trzewiach straszny, kudłaty Strach,
który ostatnio lubi przemierzać każdy centymetr kwadratowy
przewodu pokarmowego, kopać w ściany żołądka i zatrzaskiwać
stalową obrożę na krtani. Zagłusza wizje dawnych twarzy błąkających
się na skrajach świadomości. A nade wszystko zagłusza rosnąca
wściekłość na bezwład, bezsens, bezpalenie, bezsilność i
jeszcze kilka innych bezów (bzów?).
Na razie jednak, w związku z bezami,
zamykam się w sobie i czytam literaturę podróżniczą (zamiast
uczyć się do nadchodzących egzaminów) i marzę o gorących,
parnych i zarobaczonych dżunglach, a także rozważam nabycie biletu
do Ameryki Południowej za niespełna jeden tysiąc złotych, co z
pewnością uczyniłoby duszę mą zdrową i szczęśliwą, a konto
me chude i puste, co jak wiadomo, niespecjalnie mi przeszkadza, a
wręcz jest stanem permanentnym, więc w sumie, co mi tam.
Zacieram łapki na tę płytkę ;)
3 komentarze:
Ależ Cię na przysłowia naszło :D
I tak jakoś soczyście, choć nie w kwestii wulgaryzmów a żonglowania słowami i myślą :)
Może w tym roku pora na Ciebie na zmianę pracy :) to boskie uczucie :))) trzymam kciuki!
Chyba tak, lubię moje zdrowie psychiczne...
Za każde trzymanie będe wdzięczna ;)
Prześlij komentarz