czwartek, 17 stycznia 2013

Feels like a midnight ride finality waits outside


Ciekawi mnie czy to już, czy to tylko chwila na oddech, w każdym razie mam dziś do dyspozycji swoją własną głowę i swoją własną siebie.
Zaczyna się od tego, że opada mi potrzeba walenia w klawiaturę i spokojnego tłumaczenia do słuchawki profesjonalnym głosem i właściwymi słowami.

Zaczyna się od tego, że w autobusie, podrygując rytmicznie stopą, nie tyle w takt, co z chłodu bijącego od podłogi, czytam książkę i zastanawiam się, gdzie do cholery jest Libreville i dlaczego nie można by tam pojechać.

Kończy się na tym, że przedzieram się przez śniegi i zaspy, lasy i pola, ze zmarzniętymi na kość stopami, aby nabyć drogą kupna odzież zimową w promocji takiej, że pół dają gratis, odzież przeznaczoną dla ludzi w wieku lat dwunastu, jak głosi metka, marki bardzo firmowej i bardzo profesjonalnej. Przy okazji nabywam też rękawiczki sztuk dwie i jedną kradzioną czapkę.
Bo wystarczyło nadać w internety komunikat, że ojejku, jakie wielkie nieszczęście z tą zimną, aby znalazły się cudownie sprzyjające okoliczności, które pozwolą potarzać się w białym puchu. I jak tu nie wierzyć moc sieci, słowa pisanego i własnych bardzo głęboko w sobie wypowiadanych życzeń, nawet jeżeli tylko pobożnych.


Tulenie bliskich po ogromnej stracie nie wychodzi mi zbyt dobrze.
Czasami potrafię tylko uaktywnić ogrzewacz do dłoni, wywołać uśmiech na pięcioletniej buzi, ale wydaje mi się to za mało. Tak bardzo czasem nie lubię siebie w sobie, bo nie mam tych wszystkich słów, ani tych gestów, ani tego ciepła, które ogrzewa i buduje poczucie bezpieczeństwa wszystkich, na których jest skierowane.
Patrzę w twarz ostateczności i wpadam w lekki dygot, bo nie mogę wierzyć, że „nie płacz, kiedyś jeszcze, za jakiś czas, niedługi”.
A może ja bym chciała czasami, żeby ktoś to za mnie rozwiązał, żeby nie pozostawiał w próżni materii i biologii, nieodwołalności, bezdyskusyjności.

Myślisz, że to twarda skorupa, przez którą nic nie przenika, beton zbrojony, dogmatycznie racjonalny do bólu, ale ja też się boję, a ten strach straszny jest i potworny.
Bo beznadziejny.
I kto ma lepiej?

15 komentarze:

Poszukiwacz pisze...

ten kto we wszystkim potrafi odnaleźć OK nawet jak nie jest OK

Mandarynka pisze...

Najgorsze jest to, że fakt iż WSZYSCY skończymy tak samo wcale nie robi mi lepiej, ani trochę.

Poszukiwacz pisze...

punkt widzenia Mandarynko

Caerme pisze...

Jak punkt widzenia, skoro wyraźnie napisała, że mówi o sobie.
Zresztą mi też nie robi. Wręcz przeciwnie.

Mandarynka pisze...

No jeszcze zostaje taki punkt widzenia, w którym czeka nas ogień piekielny bądź brama św Piotra, może o to chodziło:)

Caerme pisze...

Nodobra, ale przeciskać się przez ucho igielne bedziem wszyscy, tu punktu widzenia nie ma, jak zostało ustalone ;)

Mandarynka pisze...

czy już wspominałam że bym się przecisnęła do AMAZONII?

Mandarynka pisze...

(zanim przez ucho w te ognie piekielne, bo że nie przez bramę, to pewne)

Caerme pisze...

Owszę.
Też bym się przecisnęła, przeleciała, łoteva tylko jakoś tego nie widzę in this particular moment, chyba że wyszukiwarka ponownie zaproponuje coś za 300 pln

Mandarynka pisze...

Ja chyba znowóż przeprowadzę jakąś kampanię motywującą do niejedzenia i niekupowania itd, za pomocą stosownych obrazków z internetu. Jak mi siły witalne powrócą, to może i zarażając sekciarskimi sloganami i siłą mojego entuzjazmu:**

Poszukiwacz pisze...

ileż treści w tej treści :)

Caerme pisze...

Dobra!

(treściwe dziewczęta ;)

bohaterpozytywny pisze...

I ileś treści w tej nie-treści...

Caerme pisze...

Aż tak widać ?;)

Zginął mi jeden Twój komentarz, zdawało mi się że był, a teraz nie mogę go odszukać żeby odpowiedzieć (pracę w nim nakazałaś zmieniać czemprędzej ;)

bohaterpozytywny pisze...

O.o.o. właśnie, pisałam, i widziałam, że się nie opublikował, i to dwa razy, więc dałam spokój, ale rozumiem, że gdzieś przez moment jednak zaistniał :-/ widocznie matrix nie chce, żeby Cię podjudzać do zmiany pracy :)))

Prześlij komentarz