Ciekawi mnie czy to już, czy to tylko
chwila na oddech, w każdym razie mam dziś do dyspozycji swoją
własną głowę i swoją własną siebie.
Zaczyna się od tego, że opada mi
potrzeba walenia w klawiaturę i spokojnego tłumaczenia do słuchawki
profesjonalnym głosem i właściwymi słowami.
Zaczyna się od tego, że w autobusie,
podrygując rytmicznie stopą, nie tyle w takt, co z chłodu bijącego
od podłogi, czytam książkę i zastanawiam się, gdzie do cholery
jest Libreville i dlaczego nie można by tam pojechać.
Kończy się na tym, że przedzieram
się przez śniegi i zaspy, lasy i pola, ze zmarzniętymi na kość
stopami, aby nabyć drogą kupna odzież zimową w promocji takiej,
że pół dają gratis, odzież przeznaczoną dla ludzi w wieku lat
dwunastu, jak głosi metka, marki bardzo firmowej i bardzo
profesjonalnej. Przy okazji nabywam też rękawiczki sztuk dwie i
jedną kradzioną czapkę.
Bo wystarczyło nadać w internety
komunikat, że ojejku, jakie wielkie nieszczęście z tą zimną, aby
znalazły się cudownie sprzyjające okoliczności, które pozwolą
potarzać się w białym puchu. I jak tu nie wierzyć moc sieci,
słowa pisanego i własnych bardzo głęboko w sobie wypowiadanych
życzeń, nawet jeżeli tylko pobożnych.
Tulenie bliskich po ogromnej stracie
nie wychodzi mi zbyt dobrze.
Czasami potrafię tylko uaktywnić
ogrzewacz do dłoni, wywołać uśmiech na pięcioletniej buzi, ale
wydaje mi się to za mało. Tak bardzo czasem nie lubię siebie w
sobie, bo nie mam tych wszystkich słów, ani tych gestów, ani tego
ciepła, które ogrzewa i buduje poczucie bezpieczeństwa wszystkich,
na których jest skierowane.
Patrzę w twarz ostateczności i wpadam
w lekki dygot, bo nie mogę wierzyć, że „nie płacz, kiedyś
jeszcze, za jakiś czas, niedługi”.
A może ja bym chciała czasami, żeby
ktoś to za mnie rozwiązał, żeby nie pozostawiał w próżni
materii i biologii, nieodwołalności, bezdyskusyjności.
Myślisz, że to twarda skorupa, przez
którą nic nie przenika, beton zbrojony, dogmatycznie racjonalny do
bólu, ale ja też się boję, a ten strach straszny jest i potworny.
Bo beznadziejny.
I kto ma lepiej?
15 komentarze:
ten kto we wszystkim potrafi odnaleźć OK nawet jak nie jest OK
Najgorsze jest to, że fakt iż WSZYSCY skończymy tak samo wcale nie robi mi lepiej, ani trochę.
punkt widzenia Mandarynko
Jak punkt widzenia, skoro wyraźnie napisała, że mówi o sobie.
Zresztą mi też nie robi. Wręcz przeciwnie.
No jeszcze zostaje taki punkt widzenia, w którym czeka nas ogień piekielny bądź brama św Piotra, może o to chodziło:)
Nodobra, ale przeciskać się przez ucho igielne bedziem wszyscy, tu punktu widzenia nie ma, jak zostało ustalone ;)
czy już wspominałam że bym się przecisnęła do AMAZONII?
(zanim przez ucho w te ognie piekielne, bo że nie przez bramę, to pewne)
Owszę.
Też bym się przecisnęła, przeleciała, łoteva tylko jakoś tego nie widzę in this particular moment, chyba że wyszukiwarka ponownie zaproponuje coś za 300 pln
Ja chyba znowóż przeprowadzę jakąś kampanię motywującą do niejedzenia i niekupowania itd, za pomocą stosownych obrazków z internetu. Jak mi siły witalne powrócą, to może i zarażając sekciarskimi sloganami i siłą mojego entuzjazmu:**
ileż treści w tej treści :)
Dobra!
(treściwe dziewczęta ;)
I ileś treści w tej nie-treści...
Aż tak widać ?;)
Zginął mi jeden Twój komentarz, zdawało mi się że był, a teraz nie mogę go odszukać żeby odpowiedzieć (pracę w nim nakazałaś zmieniać czemprędzej ;)
O.o.o. właśnie, pisałam, i widziałam, że się nie opublikował, i to dwa razy, więc dałam spokój, ale rozumiem, że gdzieś przez moment jednak zaistniał :-/ widocznie matrix nie chce, żeby Cię podjudzać do zmiany pracy :)))
Prześlij komentarz