O mały włos nie kupiłam przedwczoraj biletu do Osaki.
Alitalia chciała mnie tam zabrać za trzysta nowych polskich,
na szczęście promocja zdążyła się skończyć zanim dotarłam w okolice mojego
paszportu (dopiero później przypomniało mi się, że dane mam dostępne w formie
elektronicznej, ale na szczęście było już za późno na cokolwiek innego niż soczysty
facepalm). To znaczy na szczęście, jak na szczęście. Cieszyć się mogą moi
wierzyciele (a jest ich niewielu, podkreślam stanowczo!) co najwyżej. Cała reszta, czyli ja we własnej osobie oraz
wszystko, co skazane jest na moje humory, zapadła na depresję. Już się widziałam, oczyma
duszy, że tak do klasyki się odwołam, kombinującą urlop i sprzedającą samochód celem
uzyskania środków finansowych na kolejną wyprawę do Azji – a że i tak sprzedać
planuję, więc pretekst był najdoskonalszy z możliwych. No ale jak
wspominałam, wykupili mnie dziady i już nie zobaczę Tokio, a w każdym razie nie
za trzysta pln, a w każdym razie nie w lutym. Choć w sumie cholera wie.
Przejęłam się w zasadzie jedynie chwilowo, a depresję
okiełznałam nad wyraz sprawnie, wiem
natomiast już bardzo dobrze, że numer paszportu i kartę kredytową naładowaną
należy mieć nieustannie przy sobie. Lesson learned.
Natomiast tudej. Naganiałam się po chatynce w poszukiwaniu
żółtych karteczek, aby ostatecznie wydobyć wielką łopatę spod łóżka i było to
ganianie dobre i ten kto mi je uczynił również był dobry (i widział Bóg, że był dobry! [Rdz 1, 1 - 2, 2,], niech mu będzie zapamiętane, uczynniającemu, nie bogu).
Dawno się tak nie uśmiałam, kombinując, co też może oznaczać hasło: „przydatne
w nocy i w podróży, czasami przykleja się do ściany” i nie była to moskitiera!
Ha! Tajemnicy nie zdradzę, ale naprawdę niewiele brakowała żebym udusiła się ze
śmiechu na śmierć, gdy zagadka została rozwiązana. Duszenie zresztą znajduję
jako przyszłościowe, gdyż mimo niezwykle regularnego spożywania rybich kwasów
wykazuję tendencje do pozbycia się płuc drogą prowadzącą przez szeroko rozumiane
okolice gardła. Doprawdy, przepono moja, witaj!
Nie wiem czy to zasługa mrozów, przesuszonego powietrza, czy
zażywania w ilościach hurtowych, ale nie regularnych, sauny, w każdym razie
moje rzężenie, wyładowania i inne odgłosy fizjologiczne zna już całe osiedle i
obawiam się, że sąsiedzi, którzy do tej pory wykazywali wielką wyrozumiałość
dla naszych ekscesów, mogą nagle stracić na tej wielkiej cnocie i nad ranem
zapukać z kneblem., a o Współlokatoru nawet nie wspominam, bo biedny jest i
biedny będzie, póki nie umknie na Podkarpacie, świętować z rodziną. Niech mu
droga suchą będzie, coś się chłopu w końcu od życia należy.
I tak sobie stukam w klawiaturkę, bo jednak nie ma to jak we
własnym łóżeczku i z nie do końca swoim, ale oswojonym komputerkiem, a pretekst
klikania jest zgoła inny od tego jaki sobie szanowny czytelnik wyobraża. Bo nie
o napisanie notki tu chodzi, a o notki zaprezentowanie,
która to notka w końcu ujrzała światło dzienne mimo męki i przeciwności.
Nie przedłużając i tak już przydługiego wstępu, zapraszam na
foty i kilka nieco chaotycznych słów. Starałam się być niekarmelowa, co mi
bezlitośnie wytknięto, ale niesłusznie, bo są miejsca i momenty kiedy należy się
wykazać choć pozorną powagą, także się wykazuję, a wam, jeżeli wam się zechce
dotrwać do końca, za wszelkie uwagi, a zwłaszcza krytyczne, będę ogromnie
wdzięczna, No to co? Chodźta ;)
Na pierwszy rzut: Bangkok
9 komentarze:
Chciałem powiedzieć, że tamta notka ładna bardzo, przecinki na miejscach i takie tam ;)
Poza tym brzydka, bo ładnie to tak się bawić w Bangkoku, kiedy inni kurna łażą po pas w śniegu, co? ;)
A na zagadkę to przepraszam co delikatniejszych, ale mi się prezerwatywy skojarzyły ;P
weś bo płaczę oraz chcę.
Jak ja lubię Ciebie czytać :D
widziałam tę promocję... ładna bardzo, ale jakoś nie ufam firmie, która już raz w tym roku wystawiła ileś tam biletów za darmo, a na granicy bankrutwa balansuje od ładnych paru lat. nie chciałabym tam utkwić, gdyby upadli, choć Japonię kocham i zamierzam tam wracać wielokrotnie.
A ja w kwestii płuc. Bo ja mam taką koncepcję, że to może właśnie PRZEZ te rybie kwasy, a nie mimo ich łykania. Skrzela i te sprawy. Może rentgen sobie zrób na wszelki wypadek.
Kotu będzie mowi jeszcze raz, ale najpierw damy szansę innym. Sluchamy :) A tak przy okazji, czy towarzystwo blogowe robi śledzika? A na sylwestra wpadnie pod Legionowo?
Kotu może nie wymyślić nic innego, niż prezerwatywu ;P
Czy zapytanie do towarzystwa blogowego było kierowane do jakiegoś konkretnego towarzystwa, czy do towarzystwa ogolnego? ;)
Ogolnego i szczegolnego
Śledzik to już może nie, ale coś się zorganizuje ;)
@Żyrafo, miło ;)
@Porta póki co Alitalia mi nie wykręciła numeru, ale też miałam obawy, choć od przygód nie stronię ;)
@Krakóf Tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że chyba nie miałabym nic przeciwko oczywiście nie w zastępstwie, a na dodatek ;)
Prześlij komentarz