środa, 24 października 2012

With the ocean in our arms


Drogi pamiętniczek leży odłogiem, a w życiu tyle życia!
Szkoda tego braku czasu na słowa, gdy komoda malowniczo zawalona ekwipunkiem, gdy listy z zakupami na birthday party, gdy w głowie muzyka i tyle opcji, tyle myśli, tyle planów, strachów i nadziei.

Energia mnie rozpiera. I rozbiera.
Świecę w ciemnościach, drżę cała z podniecenia, nawet nie próbuję ogarniać głupawki i miłości. Jesień? Jaka jesień? M. miała rację – wiosna jest, w innych barwach niż co roku, ale prawdziwa, miękka i złota. Wiosna. Sama ją sobie stworzyłam w głowie, lekkim uczuciem głodu, o którym zapomniałam, jakie potrafi być przyjemne, pozytywne i napędzające, oderwaniem od wszystkiego pomimo zanurzenia we wszystkim. Pracując z pełną wydajnością, dorośle odpowiedzialna za to, co zostawiam, ale tą istotną częścią jaźni będąc zupełnie gdzie indziej.
Przy ludziach, których kocham, przy życiu, które kocham tak, że aż boli.

Moja kontrola, moje wybory.
Moja krew niekrzepnąca i mój świat w spodenkach z dziurami po ognisku na łące.
Czy to możliwe, żeby to było wszystko? Jeżeli tylko tyle trzeba żebym świeciła, żebym unosiła się pięć centymetrów nad wykładziną, to wiem już wszystko.
W sumie wiem to przecież od lat, ale rzadko to czuje tak jak teraz.


Do takiego stanu potrzebna jest koniecznie odpowiednia muzyka.
Jeżeli w promieniu 500 km odbędzie się koncert, to ja na nim będę.
Ekstremalnie rzadko zachwycają mnie kobiece głosy, tym bardziej takie powszechnie znane, lubiane, doceniane... Płyta wspoczyła, gdy byłam zajęta czymś zupełnie innym, przedarła się kanałem podświadomości, prosto przez kable słuchawek. I koniec.
Przepadłam i łapczywie szukam każdego dźwięku. 



10 komentarze:

Maniuś pisze...

obosze, bo zaczne łkać ze wzruszenia:D

Caerme pisze...

Spadaj!:P

Aśka pisze...

Florence rzecz jasna daje radę.
A wiosna, Pani, w Krakowie też. Nie wiem, jak to możliwe, bo ja raczej nie z tych.

Caerme pisze...

O, to doskonale. Wiosnę lubimy ;)

(nie z których, że z ciekawości zapytam?)

Aśka pisze...

Nie z tych, co to mają tendencje do przybierania nadmiernie optymistycznych usposobień oraz popadania w niepoprawnie pozytywne a niczym w zasadzie nieuzasadnione emocje ;] A u mnie wiosna tej jesieni właściwie niczym nieusprawiedliwiona^^

Anonimowy pisze...

Fajny wpis. Tchnie autentycznością i radością :)

mikitwist.blox.pl

bohaterpozytywny pisze...

A ja z tych co to uwielbiają być bez uzasadnienia na naturalnym pozytywnym haju, ale rzeczywistość na szczęście też pomaga :)))
Optymizm Olu wylewa się u Ciebie z każdej litery :) cudnie!

milflores pisze...

Pozytywnie tu u Ciebie bardzo :) Przybijam piątkę za to unoszenie się, bo to wspaniałe uczucie. Zaskakujące, jakiego człowiek wtedy kopa dostaje i jest w stanie zrobić wszystko nawet przed zaplanowanym czasem. Nic, tylko do wiosny ;)

Florence jest specyficzna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie się z nią wieki temu, kiedy to jeszcze czasem zdarzało mi się słuchać BBC Radio 1 i to zdziwienie, jak bardzo niepowtarzalna jest muzyka, którą ona wykonuje. Pamiętam też pierwsze przesłuchanie jej ostatniej płyty. Mimo że zawsze pozostanie ona dla mnie artystką mega - pozytywną, z radosnym przekazem i diabełkami w oczach, od pierwszych dźwięków zakochałam się w "Never let me go", chyba najsmutniejszego utworu z tej płyty. I tak już zostało.

Caerme pisze...

Powiem krótko, pozwolicie:
:D

Wiem, że to ulotne i nietrwałe, dlatego tym bardziej cieszę się, że jest nawet mimo śniegów w październiku ;)

Kot Pik pisze...

Chciałem tylko powiedzieć, że z tego wpisu miałem dziś 9 wejść :)

Prześlij komentarz