O niebiosa! Otaczają mnie spakowane plecaki, choć nic nie
wskazywało na to, że ta sztuka może się udać. Paznokcie spokojnie schną,
maseczka nałożona na buzię pełni swoją rolę, balkon umyty, klucze rozdane, koty
przepłoszone, baterie naładowane, tylko jeden ogromny zaraz nie pozwala ze
spokojną głową medytować nad tym co się tu właściwie wyprawia.
Pamiętam jak nie tak znowu dawno temu wybierałam się do
Hiszpanii z zapalonymi płucami. Cóż to był za koszmar! A to tylko przejażdżka
naziemna do Berlina, a następnie krótki przelot. Nie ma porównania. W ogóle
chyba nic nie ma porównania.
Nie mam pojęcia gdzie my się pakujemy więc na wszelki
wypadek umieram ze szczęścia i podniecenia i absolutnie nic nie jest w stanie
tego zmienić poza mgłą, która ma ostatnio brzydki zwyczaj zawisania na wysokości
mojego balkonu i grożenia paluszkiem. Popadam wtedy w popłoch, choć ja raczej nie z
tych co to sieją zamęt i panikę, płaczą na portalach i w smsach, że zabierzcie
ode mnie tę mgłę, to mleko, ten brak widoczności, ale tym razem poddałam się
nastrojowi i wewnętrznemu przymusowi podzielenia się ze światem swym całym atomowym ładunkiem
emocjonalnym, bo jak nie wystartuje to nawet nic, ale ja już chcę tam być! I
cierpieć na hamaku, choć w dżungli, a
nie na plaży, na plaży będę cierpieć pod wodą. Też dobrze.
Bzdury, panie!
Nie będzie żadnych cierpień bo i powodów brak. Kto miał
ostatnio miesiąc urlopu, ręka do góry. A kto ten urlop spędzał w Indochinach?
No właśnie.
Więc odsyłam do notki niżej, tamta jest właściwa i
prawdziwa, dziś bredzę letko bo przegalopowałam dziesiątki kilometrów w celu
załatwienia ostatnich spraw, a i tak zapomniałam o połowie i nic się w związku
z tym strasznego nie stało. Mam jedynie problem z tym gdzie poupychać walutę,
aby nie zostać bez grosza w razie wszelkiego wypadku, ale tę kwestię rozstrzygnie, mam nadzieję,
ciało kolegialne.
I już.
To już.
Next stop – Bangkok.
A w piątek były urodziny, przyjaciele i dynie.
I było całkiem doskonale. Nawet tiramisu się udało co
pozwala mi wierzyć, że nie jest ze mną AŻ TAK TRAGICZNIE!
To co przyjaciele?
Do zobaczenia ;)
Dobranoc

4 komentarze:
też nie wiem co zrobić z tymi dolaryma, więc na wszelki wypadek leżę se pod kołdrą i nie wstaję. To my gdzieś dziś jedziemy...???
W daleką drogę na wschód maj dir. Wyłaź z łózia! :*
Haaalooooo
No już, już ;)
Prześlij komentarz