To jest jakiś pięćdziesiąty raz, kiedy zaczynam tę notkę i naprawdę mam nadzieję, że jest to raz ostatni.
Praca zwaliła mi się na głowę bardzo ciężkim kowadłem, migrena zapchała neurony na pełne dwa dni, Współlokator nagle postanowił zadręczyć się wszystkimi problemami świata, a sterta książek przy łóżku rośnie w tempie geometrycznym. Nie mam pojęcia, którędy ulatnia mi się czas.
Dzięki niech będą Przedwiecznemu Cthulhu za te nieliczne weekendy, kiedy mogę mieć wszystko zapomniane, ubłocić się, umęczyć, zamoczyć spodenki na tyłku, dać się pogryźć robactwu i otrzymać konarem w łeb. Siniaki i szramy noszę potem dumnie jak trofeum walki o przetrwanie!
[Powtarzam się, wiem, ale co mi zrobicie, nic mi nie zrobicie :)]
Powiem Państwu, że kajaczki to jednakowoż jeden z przyjemniejszych sportów ever. W ogóle sportu ten sport nie przypomina, gdyż się siedzi i ewentualnie macha łapkami (albo i nie). Nic wielkiego, a ile zabawy, ile mądrych nauk!
Na przykład, nauczyli my się przez dwa dni wiosłowania, że w życiu nie ma PRZESZKÓD, są jedynie PRZYGODY!
Najpierw przeprawianie się na różne sposoby przez zwalone na rzece kłody walcząc z nurtem, konarami, oporem materii kajaków, wioseł i własnych ciał było irytujące, bo nie tak się przecież umawialiśmy. Gdzie płynięcie i picie zimnego chmielu, a gdzie przeciskanie się pod, nad, w poprzek, brzegiem, chaszczami...
Migusiem okazało się jednak, że spływanie z nurtem nuży i męczy, robi źle na głowę i na plecy, a także przyciąga robactwo i potrzeba nam przygód.
Jakże to filozoficznie zagrało, w analogii do szeroko pojętego życia (płynięcie przez zielone ostępy bez wątpienia sprzyja filozofiom), nieprawdaż.
Ponadto, wcale się nie chwalę, ale jesteśmy ze Współlokatorem mistrzami świata w kajakarstwie rzecznym, a konkurencyjny zespół męski obdarzony przez naturę długimi kończynami i silnymi mięśniami, mógł nam buty czyścić. Własnymi ciałami.
Rzekłam.
A teraz, skoro już tak sobie pięknie filozujemy, raczą się Państwo skupić i przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz widzieli stado* wróbli?
Dzieckiem w kolebce (co łeb urwał hydrze) będąc zapamiętałam sobie sikory pasące się na słoninie, tłuste sójki z pięknym błękitem na skrzydłach, dzięcioła mieszkającego w budce naprzeciwko mojego okna, gile z czerwonymi brzuszkami obsiadające jarzębiny, szpaki i sroki, ale najlepiej pamiętam wróble.
I tak mnie było tknęło kilka lat temu, że oto nagle nie ma wróbli. Po prostu. Jak były, tak nie ma.
Co się stało z chmarami wróbli baraszkujących w kałużach, ja się pytam?
Także prawie umarłam ze szczęścia na tej wsi, gdy siedząc na skrzynce po piwie przed sklepem, który od lat głębokiego PRLu prawdopodobnie nic się nie zmienił i tak samo jaki drzewiej oferuje oranżadę w małych butelkach, wino marki wino (mocne – 6,50 zł, normalne – 4 zł) i mydło Biały Jeleń (w ilości sztuk jeden na półce, reszta pod ladą), posiada wagę z odważnikami i malowniczo i swojsko odrapaną szafkę na Apap i Panadol zaiwanioną szkolnej pielęgniarce, która po reformie musiała wyprowadzić się z okolicznej podstawówki, ujrzałam, najzwyklejsze na świecie, najpospolitsze wróble szare robiące w listowiu normalne dla gatunku zamieszanie i raban. Prawie popłakałam się na tej skrzynce ze szczęścia, a powstrzymała mnie jedynie obecność obcego mężczyzny, który niechybne uznałby, że wariatka.
Ach, wsi spokojna, wsi wesoła. Biedna, odrapana, ale tak pięknie pachnąca i tak pięknie grająca, że aż dobrze, że tak powoli się zmienia.
A potem, po cichutku, cyferka zyskała plus jeden.
Czasy prawie-przed-trzydziestką przeminęły, teraz to już jestem przed-trzydziestką i czas się z tą myślą oswajać, a najlepiej od razu myśleć o trójeczce w pierwszym rzędzie, bo za rok może być dramacik i załameczka.
Póki co podoba mi się kierunek w którym wszystko zmierza, nie zamierzam umierać, ani nic z tych rzeczy i tylko chciałabym, żeby znowu były wróble.
*(Stado? Ławica? Sfora? Tabun? Chmara? No, taka grupa ptaków - to się jakoś nazywa? Bo przecież wróble kluczem nie latają :P).
Oraz.
Autorka przeprasza czytelników za chaos i bałagan, ale autorka nie ma czasu bo nagle ma PRACĘ, która wymaga jej obecności, skupienia i uwagi. Jest to dla autorki pewne novum, więc energię poświęca na adaptację do nowych warunków, a nie na pisanie blogasków i ogarnianie myśli nieuczesanych.
Buzi! ;)
6 komentarze:
Właśnie już miałam zacząć pisać komentarz, że u nas "na wsi" jest wróbli cała masa i zapraszam, ale doczytałam, że na "waszej" wsi też można je spotkać.
Podobno wróble - choć robią raban niesamowity - nie przepadają za tłumem ludzi. Niby takie przyzwyczajone, same podlatują do ludzi żebrząc o okruszynki chleba. Nie tak do końca.
Niemniej u nas koło domu jest bocianie gniazdo na lampie ulicznej, a pod tym gniazdem swoje "dziuple" mają właśnie wróble. Jak one tam wszystkie się mieszczą? Nie wiem. Ale pod to gniazdo potrafi tak ich ze 20 wlecieć, heh.
Już-niedługo-prawie-że-przed-czterdziestką mówi Ci, że bycie przed-trzydziestką nie jest takie złe ;)
@Żyrafo to nie moja wieś, to wieś ludzi z kajakami ;)
@Obiektywnie to ja wiem, ale subiektywnie jest to straszne! Potworne! Przerażające ... Jestem za młoda na trzydziestkę!
Całkowicie subiektywnie stwierdzam, że z przyjemnością byłbym teraz przed-trzydziestką, bo to jest przyjemne :)
Witam Cię Caerme!
Mnóstwo spraw jest poruszonych, więc muszę odnieść się w punktach:
1. sprawa wieku, zupełnie niepotrzebnie młodzi ludzie podchodzą do wieku starszego jak do zarazy. Ja skończyłem 60, bawię się tylko z młodzieżą, bo mnie starzy nudzą, biegam po lesie, chodzę po górach i mam zamiar żyć jeszcze 30 lat co najmniej.
2. sprawa wróbli, one powoli zwiększają liczebność, czasami niewiadomo,dlaczego populacja czegoś tam maleje, jak np. zajęcy,
3. Ja rzadko jeżdżę na kajaki, bo wolę góry, ale pewnego razu wybrałem się w rejs po Marysze, jak chciałabyś obejrzeć i poczytać, to Cię serdecznie zapraszam.
http://torlin.wordpress.com/2009/06/02/intymny-kontakt-z-marycha/
4. Jeżeli chodzi piosenkę, to mi nie leży, nie ma w niej - moim zdaniem - nic ciekawego, wolę gitarę tu
http://www.youtube.com/watch?v=hTWKbfoikeg
Pozdrawiam
Torlin
@Trolin
To niech te wróble zwiększają szybciej bo mi się za nimi okrutnie tęskni ;)
A Nirvana, no cóż. Niżej podpisana zna na pamięć każdy jeden riff i w związku z tym poszukuje nowych wrażeń w innych rejonach muzycznych ;)
@Kocie właśnie dlatego że jest przyjemne nie chcę żeby przemijało z wiatrem, przemijanie odbieram bardzo osobiście i bardzo negatywnie ;)
Prześlij komentarz