czwartek, 5 lipca 2012

Gdyby, na moim oknie stały kwiaty paproci i niebieskie migdały


Myślę, że już naprawdę bardzo niewiele dzieli mnie od uwolnienia w najbliższą przestrzeń pioruna kulistego o znacznej wartości niszczycielskiej. Zagryzam zęby, ale bardzo dobrze czuję jak to się czai, jak się zbiera, kumuluje i szuka słabych punków w tytanowej powłoce. Czarne chmury, burzowe, jak te na wieczornym niebie. Trochę się obawiam, że przy okazji poniszczę moje zabawki.

Bez związku to wszystko z piątkowym epizodem edukacyjnym. Nawet do głowy mi nie przychodzi żeby jakoś szczególnie się przejmować. Misja do zrealizowania. Zadanie do wykonania. Wybieram się z całym zapasem pewności siebie i solidnego przygotowania. Spokojny ton, pewny głos, wysokie obcasy, pomalowane paznokcie, wiedza w głowie usystematyzowana. Dziwnie się z tym czuję, do tej pory edukacja w moim wydaniu to był pełen chaos i rozpierdol, a tu nagle włącza mi się opcja profesjonalistki, która nic innego wżyciu nie robi tylko zdaje kolejne egzaminy. Na piątkę.
Starzeję się albo coś.

Po kilku ładnych miesiącach przerwy obejrzałam wczoraj widomości z kraju i ze świata. Te takie normalne, telewizyjne. Koko koko euro było spoko. Wiadomo. Było. Bez dwóch zdań i nie będę komentować tego co zostało skomentowane już na wszystkie możliwe sposoby, we wszystkich możliwych mediach oraz przez Prezesa Prawa i Sprawiedliwości wszelkiej - JK, który standardowo ogłosił klęskę, porażkę i zupełny oraz widoczny gołym okiem brak skoku cywilizacyjnego. No doprawdy, zareagowałam jedynie znaczącym uniesieniem brwi lewej (po latach gest ten mam opracowany do perfekcji). Jednak wnioskując z ramówki i wypowiedzi respondentów (czy jakkolwiek nazywa się tych państwa co to się w Faktach wypowiadają do kamery, dzieląc się entuzjastycznie z czteromilionową widownią TVN’u swoimi przemyśleniami) klęska ogłoszona przez JK nie była jedyną jaka nawiedziła w ostatnich dniach nasz piękny kraj pomiędzy Wisłą a Odrą. Nawiedziły nas również, jak wszyscy doskonale czujemy, UPAŁY. A jak są upały to jest ŹLE. Nieważne, że jest źle, gdy upałów nie ma, nie ważne, że jest źle gdy zimno i pada, mgły i gołoledź, lato także jest złe i ludzie mają go już dosyć po pierwszym dniu. Bo trzeba pić dużo wody, chować i chronić mózgoczaszkę oraz wąchać współpasażerów w środkach komunikacji publicznej (choć coraz rzadziej, gdyż mimo braku skoku cywilizacyjnego w środkach komunikacyjnych każą zamykać drzwi i okna w związku z działającą klimą).

Zatem siedzę i drapię się za uchem bo telewizji wierzyć nie należy, ale jednak tym wypowiadającym się nikt za komentarze nie płacił. Malkontenctwo wrodzone każe sobie pomyśleć – NO CO ZA KUFA NARÓD NIEWDZIĘCZNY, zawsze źle i narzekanie na wszystko, nawet na lato w miesiącu lipcu, jest na miejscu i ciągle w modzie.

No dobra, tyle że nie.
Czasami w moim życiu mają miejsce wydarzenia bez precedensu jak podróż środkami komunikacji publicznej, porzucam wtedy na chwilę burżujstwo przemieszczania się autem, bo mamy ze Współlokatorem odwieczny problem jak się skomunikować, gdy miejsca zesłania (ja) i pracy (On) zlokalizowane są w zupełnie przeciwnych kierunkach. Ktoś musi być osłem i jeździć autobusem, żeby ktoś inny mógł spokojnie kolekcjonować mandaty. To jeżdżę, gdyż mandatów nie uważam, a jeżdżąc obserwuję sobie zza ciemnych okularów publiczną rzeczywistość na małym skrawku ruchomej podłogi.
I na podstawie obserwacji oświadczam, że nie zgadzam się z tymi Faktami.
Bo naród uśmiechnięty jest, pozytywny, skory do pomocy, współpracy i kooperacji. Zdarzają się small talki, staruszki, które nie rozpychają się łokciami w walce o miejsce siedzące, zachodzi kolektywne wnoszenie siat, wynoszenie wózków wypełnionych przyszłością narodu, rozdawanie lizaków i napojów chłodzących, oddawanie niewykorzystanych biletów, piękna młodzież w dredach i piękni, dystyngowani starsi panowie. Więc nikt mnie nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe, bo ja swoje wiem, swoje widziałam i wcale nie zamierzam zastanawiać się czy to li i jedynie kwestia percepcji i doszukiwania się w rzeczywistości tego co koniecznie chce się w niej zobaczyć. Bo być może. Ufam jednak, że nie jesteśmy już wiecznie niezadowolonym ze wszystkiego narodem marud i nie życzę sobie, aby media o ogólnopolskim zasięgu siały defetyzm i inne brzydkie zachowania na których określenie można znaleźć jeszcze co najmniej kilka ładnie brzmiących słów. Tyle.
Jutro będę się opalać i systematyzować.
A pojutrze zamierzam nareszcie mieć wakacje, poświęcać czas temu co w życiu istotne i niech mnie ręka Wszechmocnego broni wymyślać sobie kolejne plany edukacyjne! Do października ani słówka na temat.
Dobranoc

P.S. Ach, zapomnniałaMbym - odszczekuję wszystkie obraźliwe i nieprzychylne, bezczelne i nieładne słowa na temat Avengersów. Od zeszłego tygodnia jestem absolutną i w pełni oddaną fanką Hulka i Iron Mana. Biję się w pierś i posypuję głowę popiołem ponieważ na żadnej komedii ostatnich lat nie śmiałam się do bólu wnętrzności tak jak przez tych superbohaterów.

3 komentarze:

Kot.Pik pisze...

Jak jest ciepło, jest dobrze. Jak jest taki upał, jest źle.
Koty (te na czterech łapkach, czarne) wtedy chorują.

Bohaterpozytywny pisze...

Bo ci wszyscy narzekacze to rzadko po mieście jak człowiek się przemieszczają. I pamiętam, gdy jeden znajomy po latach jeżdżenia samochodem zmuszony został do jazdy komunikacją, przez tydzień chodził w szoku "Ludzie są w tych tramwajach, i dziewczyny fajne, książkę mogę poczytać, no w ogóle inny świat..." ;)

Caerme pisze...

@K Biedny, chudy kot.

@B Moim zdaniem to kwestia zmiany perspektywy, świat inaczej wygląda z pozycji pieszego, rowerzysty, samochodowaca czy autobusowaca. Najlepiej jednak wygląda z pozycji motoru ;) Tak ;)

Prześlij komentarz