środa, 11 lipca 2012

Drażni ich marzyciel, nie przekona praktyk. I prezydent Stanów nic im nie załatwi.


Napisałam nareszcie maila do tego Pana, co to ma robić magiczne zdjęcia memu nagiemu biustu. Tak, tak drodzy państwo – zamierzam rozebrać się przed obiektywem. Nie wiem jeszcze, jak bardzo to rozbieranie będzie zupełne, gdyż według stanu na dzień dzisiejszy, nie posiadam żadnej koncepcji (posiadam natomiast antykoncepcję, która ma wiele wspólnego z nagim biustem, ale akurat nie w tym przypadku) także już się na wszelki wypadek denerwuję.
Niekoniecznie samym (nomen omen) aktem zrzucania odzieży, bo to robię raczej chętnie i bez specjalnych namawianek, ale brakiem koncepcji właśnie. Bo jak to tak, mając do dyspozycji mistrzunia, pstrykającego dla Konstelacji  i innych chodaczków  nie mam pomysłu, co bym chciała, w jakim świetle i barwach. Okazja tego kalibru może nie się powtórzyć, a grawitacja działa! Do tego czuję się gruba i napuchnięta, mimo dwudziestu kilometrów dziennie za pomocą pedałowania, niepalenia, długich paznokci i dziesięciu hektolitrów wód źródlanych wlewanych do ustroju każdej doby.
Nie czuję tego zupełnie, ale może siła motywacji i autoperswazji zadziała i za chwilę będę na łamach tego oto periodyku piać z zachwytu i ekscytacji. Kto wie. Być może.

Mam w każdym razie nadzieję, że piać będę nad efektami, bo jak nie, to moje ego dostanie po pysku, a tego zdecydowanie pragniemy uniknąć. Także lepiej, żeby wyszło ładnie. I fajnie.

Strasznie piękne widowisko przyrodnicze na niebie i wodzie miało wczoraj miejsce. Przypominało mi pewien wierszyk z dzieciństwa [tutaj] i mimo przetaczającej się obok burzy, nie potrafiłam wyjść z zachwytu. Wcale nie przeszkadzał mi brudny piasek z petami, dzikie tłumy, małe wieloryby i duże piranie, wspomnienia dzieciństwa potrafią ukoić każdy ból istnienia i zrobić ze mnie mięciutką, puszystą papkę karmelową.
Powolną i nieskorą do awantur.
Gdzieś mi się ulatnia styl południowy i nie jestem wcale pewna czy to dobrze.

Nastał także problem wakacyjny, który znany jest wszystkim właścicielom zwierzątek domowych, a mianowicie - jak wyjechać na nad morze i nie spowodować śmierci głodowej pupila w przypadku, gdy się nie ma chętnych i zaprzyjaźnionych sąsiadów, a rodzinę, dajmy na to, na Podkarpaciu. Zwierząt domowych (jeszcze) nie posiadamy (poza pająkami i jaskółkami – ale te akurat same o siebie dbają), ale posiadamy wielkiego pomidora, który ujawnił po czasie, że jest nieprzyzwoitym pijakiem i wchłania w ciągu doby mały beczkowóz płynów. Także jest problem, bo pomidora pokochaliśmy bardzo i za nic nie chcemy go spopielić, tym bardziej, że ma zielone kulki, które są obietnicą pysznych owocków. A i wielkiego mojego wysiłku w wychowaniu i doglądaniu szkoda wielka by była.
Także tego. Nie zechciałby ktoś przygarnąć pomidorka? Najlepiej ktoś, kto mieszka na trasie krajowej siódemki pomiędzy Warszawą a Gdańskiem, tak na weekendzik, obiecuję, że bezproblemowe to stworzenie, zajmuje się sam sobą i w ogóle bardzo przyjemny jest w obsłudze. Tylko poić go trzeba i głaskać po listkach.

7 komentarze:

Kot.Pik pisze...

Polecam się na przygarnięcie.
Obiecuję nie pożreć lub odkupić ;P

Caerme pisze...

Bardzo to miło, ale raczej nie kocham go aż tak żeby jeździć specjalnie w drugą stronę Polski ;)

G! pisze...

:) Pomidor ;)p sesese :D

Bohaterpozytywny pisze...

To już spóźniona myśl, ale może na zaś - zawsze można taką roślinę wstawić do mieszkania, wtedy mniej chce pić, bo słońce bezpośrednio na nią nie wali ciepełkiem i wstawić doniczkę do michy z wodą, wtedy to i dwa tygodnie może przeczekać. O ile nie zgnije oczywiście ;) Niemniej założenie jest takie, że przez tydzień ma co pić, a w ciągu drugiego da radę doczekać, bo się przecież opiła w pierwszym tygodniu

Caerme pisze...

Jak to się człowiek całe życie uczy ;)
Dzięki B.! w ten weekend pomidor zostaje sam w domu, może nie narozrabia i może przeżyje ;)


Też mnie się na starość zachciało hodowli roślinności...

Anonimowy pisze...

ale to trzeba pić mineralną a nie źródlaną

Caerme pisze...

A wiem, wiem, nawet ofiarnie czytam etykiety i porównuję składy i ilości ;)

Prześlij komentarz