Bardzo ładnie spożytkowany tydzień. Obecnie oczekuję na owoce pracy rąk i zwojów swoich w postaci tłustego przelewu. Jeżeli się nie pojawi, będę bardzo zła, a natenczas if mama ain't happy, ain't nobody happy.
Tak.
Dziwne nerwy i rozdrażnienie związane z zakładem pracy odpłynęły w niepamięć. Jednak wszystko zależy od nastawienia, punktu widzenia, wygodnego siedzenia. Tylko nadal trochę zimno w dłonie i stopy. Olałam konwenanse, przychodzę na zakład w grubej bluzie i nie zdejmuję jej przez cały dzień, bo marznę, a jak marznę, to nie mam energii ani pomysłów, ani mózgu aktywnego i kreatywnego.
Wolicie mózg czy odpowiedni dress code?
Retorycznie pytam.
W łazience mały armagedon, kafelki latają w powietrzu, rury wystają ze ścian. Mogę podziwiać kunszt murarski i sztukę upychania przewodów wod-kan w ściankach działowych. Może w ten sposób uda się pokonać malaryczny klimat i sezonowy wylew wód. Bardzo bym sobie życzyła, gdyż walka z zalewającą wodą już jakiś czas temu stała się mocno nużąca i bezproduktywna.
Budzi się we mnie takie COŚ.
Takie zwierzątko nienasycone, które ciągle chce więcej i więcej, mocniej i bardziej. Pomysły roją mi się przed snem, podgryzają, zakłócają święty spokój. Znowu bym chciała pięćdziesiąt srok za ogon, zapominam wczorajsze plany, bo mam już dzisiejsze, o wiele bardziej ekscytujące. Do jutra zdążą się ulotnić, do jutra wypełnię głowę czymś nowym.
Nosi mnie, choć najbliższa perspektywa to półtora miesiąca wymuszonej okolicznościami stabilizacji i na-dupie-siedzenia, ale już niedługo przegryzę ten łańcuch, uwolnię się od zobowiązań. Wolności!
Nocnej jazdy nad morze, w góry, do Berlina lub Pragi.
Pisałam tak rok temu i chyba już zawsze będę tak pisać, a pomiędzy wersami, akapitami i kolejnymi notkami robić to, co robię najlepiej. Ruszać w drogę.
Jutro jednak zamiast w drogę ruszę na juwenalia. W końcu jestem studentem c'nie? Zabiorę brata pod pachę, jak drzewiej bywało, gdy ciągałam smarkacza na wszystkie możliwe koncerty, aby odebrał jedyne słuszne wykształcenie muzyczne.
Z nami kilka ulubionych osób.
Jedno Piwo na trawie pod drzewem, bo tak najlepiej smakuje.
Zobowiązania pozamykam na chwile w szafie z demonami. Metoda sprawdzona może i w stosunku do włażącej drzwiami i oknami dorosłości okaże się skuteczna.
3 komentarze:
Co napisałaś? ;)
Słowa :D
(Nie mogę powiedzieć bo to nielegalne:P)
Ach tak ;P
Prześlij komentarz