Także ten, no.
Obezwładniająca siła dnia, siła, z jaką w miastach odradza się maj.
Klasycznie, nieprawdaż, ale chciałam pozbyć się bezwładu, chciałam, żeby się wydarzyło? No to mam. Głowę pełną myśli, pytań, niepewności, pewności, spokoju z domieszką niepokoju, dla smaku.
Okazuje się, że karma raz przyklejona do człowieczego istnienia odkleić się tak łatwo nie chce, tym samym kolejny kwiecień będzie przełomowy i znaczący.
Pewnie powinno mi to dać do myślenia, w końcu ten kwiecień to jednak nie jest mój szczęśliwy miesiąc, ale jako że nie wierzę w najmniejszym nawet stopniu w siły nieczyste, predestynacje i czarne koty zrobię tak, jak święty rozsądek nakazuje. Wola nie ma nic przeciwko. Ochota tym bardziej, choć żal jednak i będziemy tęsknić.
Cieszę się, bo do lasu blisko, i do miasta blisko, i do domu blisko.
Blisko jest chwilowo moim ulubionym przysłówkiem, za długo już Daleko grało główne role.
A weekend bolesny był, oj.
A weekend był niemożliwe fajny, choć teraz ponownie kicham i prycham, i mam lekkie obrzydzenie do napojów wyskokowych i wyrobów tytoniowych (co akurat z pewnością wyjdzie mi na zdrowie) oraz niemoc w pełnej swojej poniedziałkowej krasie. Mam także dziurawe buty co stanowi nie lada zagadkę.
Ale kocham moje stado i już, na równi z wojnami na śnieżki i poukrywanymi po bramach taksówkami.
Kobieta prawie-przed-trzydziestką pomyślałby kto.
Gdzie dom.
Gdzie dzieci.
Gdzie zamążpójście i przetwory na zimę.
Kredyty hipoteczne.
Ogarnęłabyś się nareszcie, a nie Himalaje w głowie. Pf.
Mocząc wczorajszego wieczora zmarznięte i przeziębione kości w pachnącej pianie określiłam liczbę ludności zajmująca w moim wewnętrznym świecie obszar „nie lubię”. Według stanu na dzień dziewiętnasty lutego dwa tysiące dwanaście liczba ta osiągnęła zawrotną wartość sztuk TRZECH.
Jak to o mnie świadczy? Że jestem święta czy że święcie naiwna? Hm...
W każdym razie bądź zaczynam siebie podejrzewać o poważne dysfunkcje w postrzeganiu otaczającego świata i niepokojące tendencje do usprawiedliwiania wszystkiego i wszystkich. Czy to się może dobrze skończyć? - zapytała w duchu nasza bohaterka.
Wewnętrzny szyderca nabyty w drodze burzliwego rozwoju osobniczego ma na ten temat zadnie odrębne i bardzo konkretne sugerujące, żeby w takim wypadku uzbroić się w bardzo, bardzo twardy tyłek.
Najwyższa pora.
New 30 Day Song Challenge
Day 21 – Song you like from an artist you don't like – najbardziej podoba mi się sam event dlatego musiałam znaleźć pretekst do umieszczania tego typu rzeczy ;)
17 komentarze:
czy ty wiesz że ja mam wciąż kaca? czy Ty wiesz? to przez tego złego człowieka, który ma barek na lodówce, mać.
pewnie już niedługo... wpadniesz jeszcze parę razy aż zaświeci pustkami :)p
Zara, chwilunia, ja też chcę mieć swój udział w tym barku, a najchętniej to bym go w ogóle przeprowadziła w bardziej odpowiednie miejsce ;)
@ Mania - LOL! :D
Ale to wszystko dlatego, że zabrakło wina ;)
To znaczy tak, nie wiem czyście zauważyli, ale zadeklarowałam na piśmie przystąpienie do AA i zamierzam się tego trzymać.
Rozważam też esperal.
Słuchaj chomiczku Ty, to są już prawie groźby karalne!
Ty mi tego nie rób, Ty mnie nie zostawiaj samej z tym wszystkim, tu się parapetówy szykują na wiosnę :P
ok, to wniosek racjonalizatorski, będę przychodzić ze swoim alkoholem i wypijać tylko tyle, ile przyniosłam, ani kropli więcej, ani kropli z barku na lodówce. aniani.
apropos piątkowego wieczoru (G. będzie zachwycony):
http://www.youtube.com/watch?v=9JSWwA8ZACM
Zachwycony?? Takim marnotrastwem Jima?? :D
O NIE! Dżi!
Weź se to obejrzyj jeszcze ze dwa razy to może zachwycisz :P
Na mnie podziałało pomimo nielubienie Jima, tak że aż miałam ochotę polubić :D
@M. Jest to oczywiście JAKIŚ plan i jest on o wiele lepszy od poprzednich, aczkolwiek! bardzo kurde wątpię ;D
Jakim marnotrawstwem, toć piją przecież!!!
ja się tam zakochałam w reklamie od pierwszego wejrzenia, lubię to i też chcę tak robić. to znaczy chciałabym, gdyby nie to, że rzuciłam alkohole tego rodzaju definitywnie (WCIĄŻ MAM KACA! serio. chociaż jest maleńki krok naprzód - nie mam mdłości jak patrzę co oni w tej reklamie. jeszcze popołudniu miałam)
Ja tu widzę dużo się w realu dzieje :D
Ale że co? Trzy osoby to dużo czy mało? Bo np. ja po prostu "nie trzymam" w swoim otoczeniu osób których nie lubię, więc mogę powiedzieć "zero". I nie wynika to z mojej świętości, tylko raczej bezwzględności. Pomijając przypadki typu ludzie z firmy, yhm yhm byłej firmy :) na których obecność nie miałam wpływu, więc byli w dziale "wykluczeni, nie pamiętam, że istnieją".
A wy co? Tam o przyjemnościach smaczno-niesmacznych, a tu o piciu? :DDD
Widzieliście, tę drugą wersję?! ha ha
http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=EgAQOP9JFLA
@półwytrawna - Ci źli ludzie zwabili mnie pod pretekstem w miejsce, gdzie był najlepiej wyposażony barek, który widziałam EVER. M.in. wzmiankowany Jim. Uh.
ale ile się wylewa! ło matko! :))))
A dobrze wykorzystany (nierozlewany) Jim rob i taki efekt: http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&v=clN9NdRYo-c&NR=1
O, a tej nie znałam. Czemu ta pierwsza laska spała w dżinsach??!?!
@ Bohater - nooo mało chyba, tzn. ja inkluduje ludzi z pracy oraz z otoczenia na które nie mam wpływu, a także ludzi których nie mam już w otoczeniu, ale mam w pamięci, niestety.
Druga wersja jest błłłeee, nieestetyczna jednak, wolałabym drugą wersję sfeminizowaną, wtedy to tak:D
@Półwytrawna bo real jest fajniejszy :D
@M. Nie zdążyła się rozebrać, nie ona jedna po Jimie, nieprawdaż :P
@G! Niepokoją mnie twoje fantazje ;) Choć w sumie... hmmm.. ;)
Dobre fantazje nie są złe :)
Prześlij komentarz