W temacie normalności należy uczciwie przyznać, że się nie kwalifikuję. Absolutnie i bynajmniej. Nie jest to wprawdzie żadna odkrywcza diagnoza ale jednak czasami świadomość dociera do mnie w parszywie jaskrawym wydaniu. No cóż, muszę jakoś z tym żyć.
Z ulgą zakończyłam miniony tydzień pracy, pognałam do szkoły załatwiać dziwne formalności po czym najzwyczajniej w świecie padłam na pysk. Jak padłam w okolicach południa, tak leżałam bez ducha do wieczora, a gdy tylko podniosłam zregenerowane zwłoki, stwierdziłam, że jeżeli choć jeszcze jedną jedyną chwilkę pobędę w tym miejscu, to zwariuję kompletnie i ostatecznie i nie będzie już dla mnie ratunku.
Zgarnęłam zatem ciepłą bluzę, kurteczkę, kartę kredytową, telefon, dwie paczki fajek i pojechałam sobie w świat. W zasadzie plan był taki, żeby po prostu pojeździć, wywiać z głowy demony i zagłuszyć je muzyką ale że droga była pusta w mgnieniu oka znalazłam się na sławnej krajowej siódemce w okolicach Płońska. Pięćdziesiąt kilometrów to zdecydowanie za mało żeby pozbyć się dziwnych rzeczy z głowy, więc tankując na pustej stacji uznałam, że kolejne pięćdziesiąt nie zrobi mi wielkiej różnicy. I tak sobie jechałam przez noc w kierunku na północ, z muzyką dudniącą w uszach. Wiecie, jeżeli o mnie chodzi to chyba nie ma lepszego sposobu na kanalizowanie emocji. Samochód pędzi, silnik ryczy domagając się wyższego biegu, dookoła ciemno, muzyka wibruje w uszach, nikt nie widzi, że łzy płyną ciurkiem, nikt nie słyszy, że rzęzisz i dusisz się od tych łez, że krzyczysz w noc, a krzyk ulatuje szyberdachem, nikt nie uzna cię za wariatkę, nikt nie każe puknąć się w czółko, nikt nie powie weź się w garść. Bo nie ma nikogo, jest tylko droga, muzyka i wiatr i czasami tak właśnie powinien wyglądać reset stosunków wzajemnych pomiędzy ciałem a umysłem. I tak sobie jadąc w noc sama nie wiem kiedy dotarłam nad morze. Nie kocham nadmorskich wakacji ale kocham puste plaże o świcie, zwłaszcza w Krynicy.
Siedząc na piachu opatulona w kocyk przezornie wożony w bagażniku, podzwaniając ząbkami z zimna i trzęsąc się lekko do taktu z wewnętrznym dygotem, pozwoliłam myślom i łzom płynąć sobie spokojnie, uznałam, że do cholery już nigdy, nigdy, nigdy nic nie będzie tak jak być powinno i że naprawdę i ani trochę nie mam już siły. Pewnie powinnam się była utopić jak ta tragiczna rusałka we wzburzonym morzu ale ponieważ morze nie chciało się jakoś burzyć, a woda z pewnością była piekielnie zimna uznałam, że chyba jeszcze trochę pożyję choć bardzo nie lubię świata dookoła.
Jedynie kawa w oswojonej swojego czasu jadłodajni krynickiej lekko poprawiła moją jakość życia, połaziłam po sennej jeszcze mieścinie, poszukałam dzików i już byłam gotowa do powrotu. W drodze udało mi się zawrzeć znajomość z kujawsko-pomorską drogówką. Panowie zaprosili do radiowozu, spłoszeni lekko zapuchniętą buzią i błyszczącymi od łez oczami, obejrzeli dokumenty, sprawdzili czym niekarana, nieposzukiwana i nie obciążona punktami, a następnie kazali jechać do domu i już więcej nie ryczeć. Cóż.
To tyle jeżeli chodzi o wakacje tego roku.
To tyle jeżeli chodzi o normalność i wewnętrzną równowagę.
Nie było mnie kilkanaście godzin, wróciłam zmęczona, zmarznięta, głodna, wywiana, jeszcze raz zmęczona. I całe szczęście, nie miałam już siły przeżywać tego co było dalej, opróżniłam prawie duszkiem pół butelki trunku, zwinęłam się w kłębek i zasnęłam tylko po to żeby śnić o jadowitych wężach, pająkach, skorpionach paradujących w karnym szeregu środkiem mojego pokoju. Fantastycznie. Po prostu cudownie. Trzeba było jednak rzucać się w morskie odmęty. To będzie cholernie koszmarny tydzień.
7 komentarze:
było mnie wziąć, gupia:))))
(katalizowanie emocji. nie kanalizowanie. pszprszm, ja się ciągle wszystkich czepiam, PRZEPRASZAAAAM)
A patrz nie pomyślałam ale to się da naprawić! Next time ;)
Ale ja je właśnie kanalizuje od kanalizacji, znaczy, że spuszczam do ścieku ;)
a skoro tak to przepraszamy :D
Przynajmniej miałaś wakacje ;)
Ano, bardzo cudowne wakacje tego roku ;)
tak sobie deptam po śladach, od blogaska do blogaska. dziś trafiłam na Ciebie no i... dobrze mi tu. i jak coś, to się zgłaszam na ochotnika na kolejną wyprawę. nie będę Ci mówić "nie rycz", tylko poryczę razem z Tobą.
trzymaj się, Kisos
Chlebem i solą ;)
Dobrego towarzystwa nigdy zbyt wiele także zawsze chętnie zabieram spragnionych przygód i nocnych rozmów, albo nocnego milczenia ;)
Prześlij komentarz