Wczorajsza burza z gradobiciem pokazowo oczyściła atmosferę, a także odkurzyła psy, które przez ostatnie upalne dni zagrzebywały się z upodobaniem we własnołapnie wykopanych dołach, zdobiących nasz wychuchany trawnik jako te małe kratery po eksplozji laski dynamitu. Duże psy – duże doły.
Kret przy nich to pikuś, a nie dewastator trawników.
Ale burza. Piękna była, elektryzująca, gwałtowna i z gradem. A potem była tęcza i w końcu dało się oddychać.
Od dwóch tygodni męczą mnie potworne koszmary.
Umierają w nich zwierzęta i ludzie, masowo, jest broń ostra i biała, jucha leje się strumieniami, a ja jak zawsze zbyt wolno biegam nawet jeżeli wykorzystuję wszystkie cztery kończyny. A tłem dla większości wypadków jest szyderczy śmiech oprawcy, zawsze tego samego, któremu co noc udaje się mnie oszukać i zaciągnąć w pułapkę.
Bardzo kurde ciężko się funkcjonuje po nocy z takimi projekcjami.
Więc liczyłam na tę burzę, że wraz z oczyszczonym i zjonizowanym odpowiednio powietrzem potwory pójdą sobie w świat.
Nic z tego.
Może później.
A tak przy okazji porannej lektury zwyczajowej okazałam się zazdrośnicą.
Bo zazdroszczę wszystkim, którym zdarza się tęsknić tak, że potrafią wyraźnie nazwać to uczucie. Stwierdzić, że oto się pojawiło. Że jest i jest to chwilowy stan ducha tak jak przygnębienie czy euforia.
Ja sama mam patologiczny stosunek do tęsknoty. Od jakiś dziesięciu lat nieustannie za kimś tęsknie. Wrosła mi ta tęsknota w skórę tak, że już prawie nie zauważam natrętnej obecności z tyłu głowy, a i tolerancja na taki ból znacznie się podniosła.
Wszystko przez te niepoprawne stosunki Polsko-Kanadyjskie.
Czasami zdarzało mi się nie tęsknić przez tydzień, dwa, miesiąc ale, świadomość, że za chwilę życie i tak wróci do standardowej formy skutkowało „tęsknieniem za tobą nawet kiedy jesteś blisko” itd. w romantycznym tonie, zupełnie jak więzień na przepustce.
Czasami bardzo bym chciała zamienić się na życia z kimś normalnym i ustabilizowanym . . bo chwilowo cierpię z silnego przedawkowania rzeczywistości.
2 komentarze:
Ojj, znam to. Też to mam na stałe wytatuowane z tyłu głowy.
Czyżby jakiś rodzaj ceny za wolność osobistą? Upatruję w tym przyczynę.
Prześlij komentarz