piątek, 28 stycznia 2011

Braki w barku

Porzuciłam na chwilę jedną z mych pasji, to jest śledzenie wydarzeń politycznych w kraju. Aby przedstawić we właściwej proporcji skalę muszę zaznaczyć, że od dziesięciu lat jestem nałogowym czytelnikiem „Polityki”, a wieczór bez wiadomości zdarza się jedynie na wyjazdach pod namiot, choć i to nie zawsze.
Pierwszy raz, gdy porzuciłam nałóg na dłużej, miał miejsce w 2007 r. gdy wygibasy wspaniałej Trójki: Giertycha, Leppera i Kaczyńskiego stały się nie do zniesienia.
Obecnie, po pół roku słuchania, każdego jednego dnia, codziennie, kilka razy dziennie, CODZIENNIE! doniesień z poletka smoleńskiego cierpliwość moja osiągnęła szczyt i rzuciła się głową w przepaść. Może twarde lądowanie pozwoli zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Póki co bezmiar bezsensu i przeginania pały doprowadzające mnie do szału nakazały chwilowe odcięcie pępowiny.
Nie chcę, aby „polegli pod Smoleńskiem”, Kaczyński z Dubienieckim pakowali się co dnia do mojej politycznej świadomości. Wysłuchałam kilkudziesięciu opinii ekspertów lotnictwa, wysłuchałam o skali zaniedbań w szkoleniach, brawury i ignorowania procedur wśród polskich pilotów i nie chce wiedzieć nic więcej. Wszystko to wraz z historią Gruzińska jak i przypadkiem CASY daje mi jasny obraz wydarzeń i nie jest mi potrzebny ani żaden MAK, ani komisje ani śledztwa ani zupełnie nic więcej.
Oby do 10 kwietnia, może wtedy paliwo na sensacje się wypali.
Póki co omijam z daleka wszelkie źródła informacji, zastąpiłam je sobie książkami, filmami, koncertami i włóczęgami i jest mi z tym ogromnie cudownie ;)
Tyle.

Ponadto pokonałam Chopok, a Chopok pokonał mnie! Co oznacza, że rachunki pozostały wciąż nie do końca wyrównane.
W skrócie – gdyby kózka nie skakała to by nie zaliczyła gleby. Ale że zapragnęła złożyć hołd skoczkowi z Wisły wylądowała twarzą w śniegu z profesjonalnie wybitym barkiem. Cóż, Chopok ponownie pokazał swą moc, więc nadal jest na mojej czarnej liście. Na szczęście zima nie odpuszcza, a moja walka o honor trwa! Do następnego razu przeklęta góro, policzymy się na kości ;)

W tym momencie cierpię piekielne katusze w związku z uszkodzonym barkiem, słucham chrzęstu rodzonego stawu i zgrzytu zębów przy próbie intensywniejszego ruchu. Odkrywczo stwierdzam, że sport zagraża życiu i zdrowiu! Dobrze, że Robi dysponuje odpowiednią wyobraźnią i zaopatrzył mnie zarówno w wypaśny kask dający plus dziesięć do szybkości jak i super chiper niesamowite gogle, które dla równowagi dają minus dwadzieścia do ostrożności ;) Z prostego rachunku wynika, że musiało się to skończyć nieszczęściem.
W każdym razie bezkarnie mogę sobie teraz pojękiwać i narzekać, jutrzejszy egzamin z prawa finansowego jakoś do mnie nie dociera przez barierę bólu. Brak mi stresu jak i motywacji. Zobaczymy.
Póki co popadam w lekką apatię, rozżalenie, a także ogólną niemoc egzystencjalną wynikającą nie wiadomo z czego. Może jednak się pouczę. A może pójdę spać. Choć najlepiej by było gdybym jeszcze trochę popracowała, w końcu do szesnastej mam jeszcze chwilkę ;)

Po cichutku tylko przyznam, że jestem mi ogólnie całkiem przyjemnie, najważniejsze sprawy wracają na dobre tory, mniej ważne olewam starym zwyczajem,a obok całej reszty zwyczajnie płynę i jest ładnie.

Wczorajsza wieść gminna o zamknięciu mojego ulubionego forum, mojego ulubionego polskiego zespołu od darcia mordy wstrząsnęła mną głęboko, w końcu przez dwa lata zostawiałam tam po kawałku swój mózg, a niejednokrotnie nawet emocje. Chamstwo wielkie i dziadostwo. Tyle powiem na ten temat i nic więcej, bo szkoda pikseli.
Cała burza przetacza się przez fejsbuk jeżeli kogoś temat interesuje ;)

A Robi właśnie zakomunikował, że jedzie na nartki beze mnie. Czuje się poszkodowana przez cholerną szkołę! Trudno. I tak z Kasprowego bym nie zjechała, a chłopak będzie miał chociaż trochę radochy.
Wszyscy pozdrawiamy Swatów!!!! ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz