No i co mi po napędzie atomowym, ja
się grzecznie pytam, skoro świat witrtualny staje okoniem,
germańscy oprawcy atakują, a Brazylijczycy tańczą sambę na
awatarze mojego nagrobka. Bilet do Peru w momencie rezerwacji i
ściągania złotówek z konta występowała w cenie niewiarygodnie
przystępnych dziewięciuset nowych polskich. Do dziś. Weszłam
sobie radośnie bladym świtem na stronę pośrednika, bo nic tak nie napędza do działań wszelkich jak dobrze skrojony bilecik lotniczy do Ameryki Południowej, nieprawdaż.
Nie było jednak dane, oj nie. Oczom mym lazurowym
ukazała się CENA! Okrągła, tłusta kwota 2 726,08.
EURO!
Zmarłam na zawał dwukrotnie.
Poddana zostałam sprawnej reanimacji, a nawet resuscytacji i dopiero po tryliardowej próbie cucenia
byłam w stanie wybrać numer germańskiego pośrednika celem wyjaśnienia
zaistniałej, zupełnie niesatysfakcjonującej mnie sytuacji.
Wyjaśnienia odbyły się w języku
lengłydż, więc przynajmniej rozumiałam co do mnie mówiono, mniej
więcej. Pani Monik oświadczyła, że w sumie to trochę się
pozmieniało, ale nie ma to nic wspólnego ze stanem konta,
rezerwację się naprawi. Się poleci. Się będzie w Peru za dwa
miesiące i trochę.
Uspokojona wybitnie choć nieco jeszcze
roztrzęsiona zajrzałam na forum, i było to błędem i teraz to wiem, ale jest już nieco za późno, bo przeczytałam ten monit, iż w
związku ze związkiem, kliencie drogi, albo zabulisz dwanaście
dużych banieczek albo zostajesz w domu napawać się nadchodzącą
wiosną, która nijak się ma do ośnieżonych szczytów Andów
oglądanych z 4 tyś m n.p.m.
Łot de fak ja się pytam grzecznie,
trzymając w pogotowiu sole trzeźwiące i koleżankę ratowniczkę
medyczną.
Zabiorą mi tę rezerwację po moim
zimnym trupie, także stay tuned!
Tymczasem udam się po nerwosolek,
valium czy inną dobrze schłodzoną wódeczkę, bo inaczej biada
światu z przyległościami.
Dziękuję za uwagę.
3 komentarze:
Zabrzmiało abstrakcyjnie, najszybsza inflacja ever :D
No i jak tam sytuacja na froncie biletowym, z germańskim oprawcą?
Wyspowiadawszy się ;)
Prześlij komentarz