Naprawdę bardzo mało brakowało, a
złamałabym dziś nogę na odkrytym przez deszcze lodowisku wokół
bloku. Byłoby do kompletu nieszczęść, jak znalazł.
Wracałam wczoraj do domu z myślą, że
jak wejdę, tak padnę i nikt mnie nie ruszy do przyszłego stulecia,
bo malownicze siąpanie i roztopy zwykle robią mi bardzo źle na mózg.
W
całej niedoskonałości popołudnia harmonię psuło źle ustawione
siedzenie pasażera. Co to dla mnie, nieprawdaż. Prowadząc auto kolanem (bo ręce zwykle mam zajete szukaniem telefonu) uznałam,
że będzie miło, gdy siedzenie wróci do niezasłaniającej
lusterko pozycji.
Nie wiem jak i nie wiem czemu, strzał
bólu odebrał mi rozum, a prawa ręka zawisła smętnie zupełnie
bezużyteczna, urwana na amen. Mózg szybko załapał, że
najmniejsza próba poruszenia kończyną kończy się gwiazdami i
odruchem wymiotnym, a ja ciągle na tym lewym pasie, z lusterkiem
zasłoniętym przez siedzenie, deszczem, wiatrem, zimą i BÓLEM, za to nadal zupełnie bez telefonu!
Kto potrafi sobie wyobrazić sytuację, niechaj wyobraża.
Stoczyłam się w jakąś zatoczkę
cudem i bezkolizyjnie, za to strąbiona okrutnie i zabrałam się za naprawiania ręki. Po piętnastu minutach
mordęgi, ćwiczeń rehabilitacyjnych i oddechowych wprowadzających
zen, staw wskoczył z chrzęstem na swoje miejsce. Gdzie moje łóżko
i ja chcę do mamy!
Bardzo nie lubię, gdy moje własne
ciało rzuca mi kłody pod nogi. Nie po to o nie dbam, nie po to
ograniczam używki i nielegalne przyjemności, nie tuczę, nie po to
głaszczę, wcieram, przemawiam czule, żeby odstawiało mi takie
numery!
Mamy żyć w zgodzie i harmonii do
późnej starości, taki jest plan i taka jest umowa, a każde
naruszenie warunków obejmą sankcje – czekam zatem niecierpliwie
na kartę multisport, którą obiecał pracodawca bo zamierzam
katować, pocić i wyginać śmiało, do utraty tchu. Nie będzie
tak, że w najmniej spodziewanych momentach ręce będą mi odpadać,
amen.
Tymczasem jednak zanosi się na kolejne
godziny w pozycji niewolniczej, przed monitorem i nad klawiaturą,
pocieszające, że tym razem albo za pieniądze, albo dla
przyjemności, na nowiutkim, śliczniutkim, pachnącym Dellu.
Planuję zostać betatesterem nie tak
już nowego, ale ciągle budzącego kontrowersje Windowsa 8. Jeżeli
na blogu pokaże się ostrzeżenie przed treścią tylko dla
dorosłych i lawiny bardzo brzydkich i obraźliwych słów pod
adresem KORPORACJI to oznaczać będzie tylko jedno – nie idzie mi
zbyt dobrze.
Jednak perspektywa poprawnej komunikacji
ze światem i zupełnie własnego wirtualnego biureczka do pracy sprawia mi małą
radość pomimo wszechobecnego vanitasu i tego się trzymajmy.
Oraz.
Nie mogę przestać słuchać.
Oraz.
Nie mogę przestać słuchać.
14 komentarze:
Nowy windows jest bardzo fajny, ogólnie. W szczegółach tylko nie radzi sobie ze wszystkimi starymi sterownikami, które chodziły na siódemce, co powoduje, że kafelki przestają działać ;D
Te kafle średnio mnie podniecają, ale postanowiłam się zaznajomić ;)
Nie podniecają Cię kafelki? ;)
Ja tam lubię :D
Pacz, nie za bardzo jakoś, ale ja starodawna jestem ;)
Jak Dell to pewnie wyszedł spod dłuta w nieodległej stąd fabryce. Podobno same superśtuki wypuszczają... Niechaj służy poddańczo niosąc ukojenie Twórcy-użytkownikowi i odbiorcom. Amen;)
mikolaj / mikitwist.blox.pl
Oooo dziękujemy (my i dell) za piękne błogosławieństwo, niechaj służy!
A gdzie to dłuto kuje, ciekawość.
(mogłabym w prawdzie spytać wuja Goglusa, ale po co, skoro mogę uprzejmego czytelnika ;)
No oczywiście w stolicy Polski... z 1945 czyli w mieście Łodzi
mikolaj / mikitwist.blox.pl
"Dokąd płynie miasto moich snów?
Dokąd płynie niekochana Łódź?"
lala wiem już gdzie będę słać skargi i żale ;) EWENTUALNE, rzecz jasna ;)
To jest produkt 22 wieku. Dont worry. Łódź zapewnia o najwyższej jakości. Miast się martwić ,proszę już tylko skupić się na twórczości :)
mikolaj / mikitwist.blox.pl
TFurczości chyba ;)
Erkajw <3
Starodawna, więc kafelki nie? ;)
No dobra, to ja już nic nie mówię, bo mi się za przeproszeniem wszystko z dupą kojarzy :D :P
Pojechałabym ludowym przysłowiem, ale się opanuję ;)
Nie kręp się :)
Prześlij komentarz