poniedziałek, 27 lutego 2012

Silny Karmel pod wezwaniem

Pogodę długoterminową na onecie wspominam, albowiem wieszczy powrót mrozów.
Struchlałam.
W związku z wyrażoną otwarcie i kategorycznie przez Pana mechanika, zaprzyjaźnionego Piotra, koniecznością „robienia” rozrządu, wymian uszczelek na silniku oraz dorobienia specjalnego tłumika (w którym obecnie bryka zagubiony element metalowy, a wpadając w rezonans, anonsuje całemu otoczeniu, że oto jestem!) zaciągnęłam do oporu finansowy hamulec bezpieczeństwa, ograniczyłam wydatki praktycznie do zera, a i to w terminie najbliższym nie poprawi mojej sytuacji finansowej. Biedna ta Grecja powiadam oraz solidaryzuje się w pełni. A obuw mój zimowy, stylowy i na zdecydowanie zbyt wysokim obcasie jak na tę porę roku, w związku z nadmiernym eksploatowaniem klubowym utracił właściwości izolacyjne oraz estetyczne w stopniu znacznym – co zmusza mnie do kombinowania czy oto ratujemy debecik przed procentami i robimy sobie komfort psychiczny, czy ratujemy stópki przed zmarznięciem w okolicznościach nadchodzących mrozów i robimy sobie komfort psychiczny oraz estetyczny. Trzecim wyjściem jest wparowanie na zakład w butach trekkingowych.
Bardzo mi się ta opcja podoba.
Memu szefu mogłaby jednak nieco mniej.
Pozostaje w kropce, bo miała być wiosna, a zamiast wiosny jest dupa oraz rozważam opcje niezobowiązującego sponsoringu tymczasowego, do czasu spłaty koniecznego zadłużenia oraz nabycia nowej pary wyjściowych trzewików zimowych.
Jeżeli komuś przyszłoby do głowy uśmiechnąć się pod wąsem i zbagatelizować newsy to za chwilę uśmiechać się przestanie. Ponieważ i mianowicie sytuacja jest na tyle poważna, że zostałam zmuszona porzucić nałóg. Oczywiście nie na stałe i nie na zawsze, bo wielkiej i głupiej miłości tak łatwo porzucić się nie da, ale jednak są w życiu momenty, gdy nic innego nie pozostaje jak wysłać na zieloną (nomen omen) trawkę. Tymczasowo, podkreślam.

A pod spodem taki mały wkuriwk.
Ten z gatunku WTF oraz kto da więcej.
Przy czym nabyty w drodze wykuwania się w ogniu i bólu stoicki spokój pozwala mi zachować kamienną twarz, zimny ton i całą gamę środków prewencyjnych. Zabunkrowałam się w najwyższej komnacie, najwyższej wieży i naprawdę ciężko mnie stamtąd wydłubać, nie wspominając o wyprowadzaniu z równowagi.

Umowa podpisana.
Jeżeli kiedyś, gdzieś, w prasie lokalnej, bulwarowej bądź ogólnokrajowej usłyszycie, że w szeroko rozumianych okolicach Tarchomina północnego ktoś dokonał mordu ze szczególnym okrucieństwem to z pewnością będzie to moja sprawka, a trupa należy szukać w garderobie mieszkania na drugim piętrze, tego z pomarańczowymi ścianami.
Przyznaje się już teraz, bo w ukrywaniu zwłok nie jestem mistrzem świata. Tego jestem pewna.

New 30 Day Song Challenge
Day 22 – Funniest song - jak już odnajdę właściwą wersję by Kazik S. wtedy dopiero zrobi się zabawnie ;)



Miała być notka poważna, oskarowa, o Clooneyu i Drzewie życia, miały być także refleksje głęboki i przemyślane ale mi się odechciało na najbliższy miesiąc głębokich przemyśleń i związanych z myśleniem konsekwencji. Proszę potraktować jako wyraz buntu przeciwko i wobec. No. To pa.

9 komentarze:

Kot Pik pisze...

Znaczy się co?
Mieszkanie na Tarchominie kupiłaś? ;)

Caerme pisze...

Wille z basenem ;)

Kot Pik pisze...

Ale tylko jedne wille?
;)

Bohaterpozytywny pisze...

Jak dla mnie to ta zielona trawka, coś za dużo, za dużo coś...

Mandarynka pisze...

PARAPETÓWA!!!
(ja już mogę, orzekł pan chirurg)

Bohaterpozytywny pisze...

Gratuluje rebusa i spowodowania mi globusa ;)

Caerme pisze...

@Kot - Farmwille ;)

@M. Soon

@B :D
P.S. Trawka to tylko przenośnia, metafora taka ;

Bohaterpozytywny pisze...

Ja się domyślam Caerme, ale przeczytawszy całość, różne wersje mi się nasuwały na myśl :)

Kot Pik pisze...

No to jeszcze wydój krowy i pijemy ;P
Tylko uważaj, bo wiesz, co mówi stare powiedzenie o trzech rzeczach, które mężczyzna w swoim życiu zrobić musi...
1. spalić dom,
2. wyciąć drzewo,
3. dać w pysk synowi.

Jak będzie parapetówka, chowaj zapałki ;P

Prześlij komentarz