„Jowisz za chwilę będzie w koniunkcji z księżycem. Już się zbliża. Rusz dupę na dwór i zobacz bo cudna noc jest”.
Takimi oto słowy G! wyłuskał mnie wieczorową porą z cieplutkich pieleszy i wystawił na balkon wprost w ciemną i zimną przyrodę. Doprawdy trzeba nie mieć sumienia, żeby mi takie rzeczy robić. Mi! największemu zmarzlakowi ever, o dwudziestej drugiej, na balkon, w szlafroczku. To było zUe G! i ty o tym wiesz, w rewanżu gwałcę prawa autorskie i wystawiam Twoje teksty na blogusia, O!
Noo dobra, umówmy się, że nie wyciągał mnie na ten balkon za pomocą uprzęży alpinistycznych czy innych środków przymusu bezpośredniego, zastosował za to bardziej subtelną i pewną technikę. Sposób „na ciekawską ryjówkę” działa absolutnie zawsze, a że w życiu swoim całym nie widziałam Jowisza należało korzystać w te pędy z okazji.
Skorzystałam, a jakże. Ciała niebieskie maja to jednak do siebie, że wszystkie są prawie takie same, różnią się co najwyżej poziomem natężenia światła odbijanego i tylko czasami, bardzo czasami, spadają, wywołując w moim umyśle lawiny pobożnych życzeń, których i tak po zastanowieniu żałuję. Ale przyznać Jowiszowi trzeba, że świecił przepięknie. Przycupnął niedaleko księżyca na chwil kilka i onieśmielał go swym promiennym blaskiem, bo mimo iż księżyc wieki i majestatyczny świeci raczej słabo i jakoś tak mdło, wszak to nie planeta. Planety mają swoje prawa we wszechświecie, nieprawdaż. Stałam na tym balkonie trzęsąc się jak osika i jak dziecko zastanawiałam się czy to grunt pod moimi nogami się porusza, czy to Jowisz zapierdziela po nieboskłonie, a może księżyc? Wiadomo, rusza się wszystko, rzecz w tym, że wyobraźnia jednak nie ogarnia, ani ruchu, ani przestrzeni, ani w ogóle nic z tego całego kosmosu. Wielki, mały człowiek na balkonie, którego dygot wewnętrzny w obecności Jowisza nagle staje się jakoś tak mniej wszechogarniający.
Tak tu państwu o ciałach niebieskich z upodobaniem opowiadam, gdyż wczorajszy dzień sponsorowała literka N jak nieskończoność. Najpierw w pracy nastąpił nieskończony wkurw pospolity, przyczyn i okoliczności przedstawiać nie będę, gdyż niewarte są kosztów amortyzacji zakładowej klawiatury, następnie bardzo smutny pogrzeb, więc i okazji do rozmyślań nad nieskończonością miałam całe mnóstwo podczas dwugodzinnych obrządków religijnych, a na dobranoc te tańce z gwiazdami nad głową.
Dobrze czasami spojrzeć na sprawy w odpowiednich proporcjach, ewangelicznych i kosmicznych.
Tekst dnia.
Autor: Towarzyszka w biedzie, lat 50+.
Kończy konsumpcję kopytek z surówką: Dziękuje państwu bardzo. Wow, jak się naćpałam!
9 komentarze:
Aż do wczoraj nie widziałaś nigdy Jowisza? ;)
Borze... ;)
Ale księżyc wiesz, jak wygląda? ;D
A na okoliczność cokolwiek smutniejszą i poważniejszą, wszelkie odpowiednie wyrazy.
Ja jeszcze wielu rzeczy nie widziałam, a wszelkie ciała niebieskie są dla mnie identyczne, gdyby nie to że wczoraj nie było gwiazd pewnie bym dziada nadal nie poznała ;)
Księżyc to ten co mi spać po nocach nie daje oraz powoduje dziwną, niewytłumaczalną nad aktywność testosteronu? Bo jak to ten sam to ma w ryj!
Miarka sie przebrala....spotkamy sie w sadzie
Lof ju 2 ;)
Ja tam nie wiem, kto Ci po nocach spać nie daje, ale w ryj się należy ;P
ajak!
:)
a chciałem dopisać...nooo piknie ;)
EEEeee bez szaleństw.
Nudzę się w tej piekielnej szkole, co za masakra oraz sikuuuu :P
Ale ze sikuuu? Ze co?
Ps. No to ja zbieram sie wyrwac Cie z tej smutnej rzeczywistosci....za chwile. Jak sie obudze i wytrzezwieje :)
A ty co żeś się tu tak uaktywnił? To znaczy ja wiem co ale jestem zaskoczona w świetle doniesień, ja wogle nic nie kapuję. Ja chcę do domu, ja chcę pączka i ciasto drożdżowe od babci, ja chce moją nową płytę!!! AAAA.
Prześlij komentarz