Czuje jakbym przedawkowała amfetaminę.
Albo wyrażając się precyzyjniej - wyobrażam sobie, że tak się czuje człowiek, który nadużył amfetaminy.
Od poniedziałku mam takiego kopa jakby ktoś zainstalował mi w mózgu supernowoczesny procesor. Robię pięć rzeczy naraz, przyswajam, przetwarzam, zasuwam jak mały samolocik. Dookoła też się dzieje nieustannie, emocje od tego niebezpiecznie wariują ale czasami lubię poddać się takiej fali, chwilowo mam jazdę pt. precz z konsekwencjami i przesadną odpowiedzialnością. W końcu poczułam się w środku odrobinę uwolniona i nie zamierzam tego marnować.
Jedyne czego mi w tym momencie brakuje to wsiąść w samochód i zrobić rundkę w Tatry albo do Berlina, albo do Pragi albo wherever byle się przemieścić, zmienić powietrze, pobyć w innej przestrzeni. Zwolnić niekoniecznie bo ogromnie lubię czasami pędzić ale złapać dystans z perspektywy przemieszczania.
Zaczyna mi tego tak bardzo brakować, że zrobiłam poważna korektę w budżecie, przesunęłam środki, pogodziłam się z deficytem i podjęłam decyzję o zakupie autka. Miało być we wrześniu bądź w październiku ale szkoda pogody, wakacji, powietrza. Nie będzie to wszakże moja upragniona zapierdalaczka, jeszcze nie teraz, gdyż ogólnie rzecz biorąc nie stać mnie na rakietę ale od czegoś trzeba zacząć i prawdopodobnie też postawie na francuską myśl techniczną.
Ciesze się jak dziecko bo autko to wolność, a wolność potrzebna mi jest obecnie jak powietrze.
Czas zacząć wypalać roadtripowe playlisty! Bossssko ;)
Ha! Zauważam, że mam piękna amplitudę emocjonalną, dwubiegunową. Środa depresja, piątek mania i tak co dwa dni zmiana, do tego hormonalne fajerwerki, do tego szaleństwa meteorologiczne. Jest wesoło!
A wkurw ewoluuje.
I też jest wesolo.
Na zdrovie!
Łups!
* A Terry dokłada swoje trzy grosze do ogólnego szaleństwa ;)
0 komentarze:
Prześlij komentarz