I don't want to talk to you no more, you empty headed animal food trough whopper! I fart in your general direction! You mother was a hamster and your father smelt of eldeberries.
Nie jestem największą na świecie fanką MP ale uroniłam łzę ze śmiechu. Obelga epicka!
Żałuje, że mój osobisty adresat nie włada językami na tyle, żeby poczuć magię ale i tak miło powtarzać sobie w duchu i wyobrażać reakcje otoczenia. Zacieszam.
Leciuteńko wystraszona tym co mi w brzuchu burczy i potencjalnymi konsekwencjami wymyśliłam, że chyba czas przestać obrażać się na muzykę bo poza adrenaliną nic nie daje mi takiego kopa jak szybka jazda samochodem ze słuchawkami w uszach, a w słuchawkach „trzy akordy darcie mordy”.
Jeździć nigdzie nie zamierzam ale poszukiwania soundtracków do nocnych rajdów należy rozpocząć dużo wcześniej. Posiadłam zatem: Whiting Temptation (2011), FooFighters (2011), Papa Roach (2010) i jedna taka bardzo popularna obecnie płytkę popową o której nie pisnę póki nie przesłucham.
Moje słuchanie płyt polega na zajechaniu. Znaczy to mniej więcej tyle, że słucham dotąd, aż znam każdy dźwięk i każde słówko. Nie raz już przekonałam się, że dopiero po kilkakrotnym przesłuchaniu zaczynam dostrzegać walory i dopada mnie zachwyt. Poza tym w pierwszej chwili cholernie mało co mi się podoba, potrzebuję czasu na oswojenie dźwięków.
Od rana oswajam WT.
Wygląda to tak że oczy robią mi się coraz większe, brwi wędrują coraz wyżej, żuchwa opada, a w głowie miga czerwony neon „WTF”.
Czy szanowny czytelnik zna taki zespół jak Sugababes? Bo ja o dziwo znam! Znam też taki kawałek jak „You don't know about the girl”. Serio! Znam tekst na pamięć, wiem, że dziewczyny zmieniły skład i że miały fajny teledysk z bieganiem po Londynie w okolicy mojego dawnego miejsca pracy. Skąd znam i wiem, nie mam pojęcia ale już nie pierwszy raz wychodzi na jaw, ze mój mózg z upodobaniem kolekcjonuje taki crap. Nieważne.
Od kilku ładnych godzin kompulsywnie sprawdzam czy aby na pewno nie pomyliłam płyt.
Muzycznie nie jestem w stanie określić. Gdyby nie trzy na krzyż mroczne rify, gdyby nie pot perkusisty, dałabym sobie uciąć mały palec u lewej stopy, że to kolejna popowa gwiazdka, która udaje że gra modnego rocka. Nooo litości!
Gdzie mroczny gotyk z MotherEarth? Gdzie majestatyczna orkiestra, gdzie moje najukochańsze chóry, gdzie bizantyjskie aranżacje, gdzie mrok, tajemnica, czarne suknie i kruki?
No ok, umówmy się, że po zeszłorocznej „Utopii” nie powinno być zaskoczenia ale ja jak zwykle spodziewam się wszystkiego najlepszego, a potem przez trzy dni paraduje z opadłymi witkami.
To już nie jest balansowanie na granicy rocka i popu, to jest przekraczanie tej granicy z rozmachem, zapałem i pełna premedytacją dla mnie osobiście nie do zniesienia, bo o ile jestem w stanie zaakceptować wszelkie eksperymenty z elektronika i aranżem w dobrej rockowej produkcji o tyle zmianę fajnego brzmienia na tanią papkę mierzi mnie niemożliwie.
Nigdy nie byłam zagorzała fanką WT. To trochę nie moja stylistyka ale czasami człowiek ma dość męskiego darcia twarzy i chce posłuchać chórów, operowych wokaliz i fajnego, nieprzeciętnego, magicznego brzmienia.
Muszę przyznać, że Shanon nadal jest mistrzynią, rozumiem że do takiego materiału operowe wokale pasują umiarkowanie jednak to co ta kobieta robi z głosem pozostaje zachwycające, ale nawet tu szlag trafił subtelność na rzecz powszechnie obowiązujących popisów możliwości wokalnych.
I to wszystko.
Sugababes + gitara+perkusja+głos.
Szkoda straszna.
Zespól miał pokłady magii i oryginalności, nie mieścił się ani w gotyckich, ani rockowych, ani operowych szufladach. Zawsze z przyjemnością powrócę do starych wydawnictw ale już raczej nie znajdę w sobie odpowiedniej motywacji do przesłuchania ich kolejnej płyty.
5 komentarze:
Zgadzam się w temacie nowego WT. Rewelacyjne "Black Symphony" z orkiestrą i świetnym wideo i na tym koniec... Ale żeby porównywać do Sugababes? No bez przesady, toż to dwa różne krańce muzyczne. ;) A jako alternatywę dla "męskiego darcia mordy" mogę polecić ten duet http://www.youtube.com/watch?v=lk6-mm70Sxg Ciekawe połączenie wokali. :)
Dwa różne krańce muzyczne to jest Behemot i Back StreetBoys, a dzisiejsze WT do Sugababes ma coraz bliżej co mnie rani na wskroś ;)
No tak, ale o ile Behemot jeszcze da się jakoś słuchać, to dla mnie BackStreetBoys są poza klasyfikacją muzyczną. ;) Jakiś czas temu "zajechałem" to nowe WT i nie doznałem dużego uszczerbku na zdrowiu, więc nie jest tak tragicznie, niemniej mam nadzieję, że ta płyta tylko chwilowy wypadek przy pracy. ;)
"Lider Within Temptation, Rober Westerholt, kilka dni przed długo wyczekiwaną premierą najnowszego krążka grupy, podsumował ich dzieło następującymi słowami: "To najlepszy album w naszej karierze"."
Chyba niestety nie wypadek, a zamierzona (r)ewolucja. Szkoda bardzo... bo ja może nie tyle odniosłam uszczerbek na zdrowiu co dostrzegam ogromny uszczerbek na klimacie i magii zespołu. Naprawde szkoda zwłaszcza że takiej rockowo-popowo-bylejakości mamy wszędzie pod dostatkiem. Gdybym chciała tego słuchać kupiłabym sobie Ewę Farne i byłoby świetnie ;)
Ale z drugiej strony, miał powiedzieć "Nagraliśmy taki sobie album, trochę podobny do Sugababes, ale kupujcie i słuchajcie nas, see you soon!"? Mało poprawnie PRowo to brzmi. :)
U mnie tli się nadzieja, a w międzyczasie raczę swoje uszy innymi płytami. :) A Ewy nie kupiłaś? :P Błąd, świetna płyta, ale polecam czeskie, śmiesznie brzmi ;)
Prześlij komentarz