wtorek, 22 lutego 2011

Zimowisko

Zimno jest!
Pięknie jest!
Nie potrafię wybrać czy mi się ten zestaw podoba czy nie za bardzo. Zwłaszcza, że zimno jest naprawdę bardzo w sensie szczypiących policzków i drętwiejących palców u stóp w trakcie szybkiego wyskoku na papieroska, na które nie pomagają ani narciarskie odzienia ani dokładne opatulenie wszelkich części ciała tak, że wystaje jedynie kawałek nosa i jedno oko. To przekracza granice mojej tolerancji na zimę.
Ale za to mróz spowodował oszałamiającą przejrzystość powietrza, która w połączeniu z pełnym słońcem daje wrażenie najpiękniejszej zimy ever. Nawet widok z okna w pracy jest jakiś taki bardziej do zaakceptowania.
Nudzę się.
Podobno inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą jak mawia MyLovingFather (stardog :*) i podobno nie powinnam się przyznawać ale chyba przed sama sobą mogę...
Nie nudzę się dlatego, że nie mam co robić, nudzę się ponieważ nie chce mi się nic robić, a to dość dziwne zjawisko bo zwykle w takich sytuacjach upycham się w jakimś kącie z książką i herbatka i udaję, że świat nie istnieje. A dziś mi się nawet nie chce udawać.
Lawinowy odpływ energii życiowej i nawet wczorajsze koncepcje przestały mnie emocjonować.
Całe szczęście, że apatia może mnie potrzymać co najwyżej do piątku. Zaczął nam się powolutku krystalizować plan na najbliższe trzy tygodnie i jest to plan wielce zadowalający.
Zaczynamy od szybkiego wyskoku w Tatery na weekend.
Problemy w związku z tym mam trzy : niewyleczona kompletnie ręka, totalny i absolutny brak kasy oraz temperatury na tyle poniżej zera, że zaczynam poważnie rozważać temat czekających mnie odmrożeń. Chłopaczysko machło ręką na moje dylematy... on na wszystko macha ręką.
Też chcę tak machać!

W sumie to nawet mogę bo i tak doskonale wiem, że będzie przeradośnie i zabawnie. Zabieramy ze sobą całą szkółkę narciarską w postaci dwóch osobników z których jeden jest moim najmłodszym ukochanym, malutkim, braciszkiem (malutki braciszek charakteryzuje się 180 cm wzrostu i posturą młodego byczka... tak). Panowie niejeżdżący ale za to rządni przygód więc będziemy się uczyć, to znaczy oni będą się uczyć, a my będziemy nauczać tarzając się przy tym ze śmiechu. W zeszłym roku nasze talenta pedagogiczne zostały przetestowane na bracie starszym ze skutkiem zadziwiającym wszystkich obecnych. Podobnego sukcesu spodziewam się i tym razem.
Nie widzę inaczej.
Spodziewam się również wzmocnienia ekipy na sobotnie jeżdżenie. Tym sposobem otoczona przez stado mężczyzn w sile wieku nie mogę przewidywać żadnej z katastrof. Chyba zaczynam się cieszyć na tą myśl, a mróz niech sobie będzie – pretekst do spożywania znacznych ilości grzanych trunków jak w sam raz;)

Zatem w drogę!!!!
A potem już tylko cztery dni i …....... samoloty, lotniska, wiosna i mojito w nieprzyzwoitych ilościach ;)

Zdecydowanie lubię moje życie !

0 komentarze:

Prześlij komentarz