środa, 12 stycznia 2011

Prolog

Pamiętam jeden moment. Mała, blondwłosa dziewczynka z komunistycznego kraju ogląda zdjęcia swojego rodzonego ojca bujającego się na grzbiecie słonia w samym centrum New Dehli, składa sobie obietnicę, że kiedyś też wsiądzie na grzbiet słonia, też zobaczy na własne oczy Indie i będzie żyć kolorowo, pięknie, w nieustannej podróży. Moment tak banalny jak banalna może być telenowela czy wstęp do książki przygodowej dla dzieciaczków, a jednak jedno z bardziej determinujących mnie dzisiaj zdarzeń w dzieciństwie.

Podróże są dla mnie wszystkim. Nie ważne czy to podróż samolotem za ocean, rowerem za miasto, palcem po mapie czy wyobraźnią z książką w ręku. Moje podróże są dla mnie najważniejsze zaraz obok mojej miłości.
To nic, że całego mojego życia nie starczy na przeczytanie ułamka książek wartych przeczytania, usłyszenia promila melodii wartych usłyszenia, to nic, że miliony miejsc zapierających dech w piersiach na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Widzę ogromną niesprawiedliwość tego kto ten dziwny świat skonstruował, że dał człowiekowi, mi osobiście, rozum, zdrowie, potrzebę rozumienia i odkrywania, a nie dał czasu i środków finansowych [sic!]!

Rodzi to we mnie bunt i autentyczny sprzeciw, co tyko nakręca mnie do niemarnowania czasu, do walki z własnymi blokadami, do napędzania umysłu pozytywnym zakręceniem, chęci zrozumienia, ciągłej zmiany, nauki i podróży. Wycisnąć życie jak cytrynę. Bo jest tylko jedno, moje, niepowtarzalne, na zawsze, na chwilę

1 komentarze:

G! pisze...

Zawsze,na chwile,niepowtarzalne. Mala dziewczynka z zapalkami marzen w wietrznej nocy ciemnej. Cieply wiatr. A ona jeszcze z ksiazkami pod reka. Wlosy stargane przez wichure. Usmiecha sie :)

Prześlij komentarz