„Jednocześnie na początku strony 2, już w I akapicie uzasadnienia decyzji, organ I instancji wnikliwie dostrzegł i wymownie trafnie wyjaśnił.... „
Powszechny stereotyp, że urzędnicy są nudni, brak im polotu oraz wyobraźni, że pisma urzędowe nie mają smaku ani zapachu tym samym pozostają niestrawne dla każdego kto z administracją ma do czynienia jedynie w trakcie wyrabiania dowodu rejestracyjnego czy innego powszedniego dokumentu, został tym samym obalony!
Płakałam nad powyższym zdaniem calutki wczorajszy poranek, nie mogąc wyjść z zachwytu nad kunsztem pisarskim i lekkością pióra pana radcy prawnego.
[A Organ obrósł w piórka i wymownie paraduje po gmachu rzucając wnikliwe spojrzenia i trafne uwagi, w czym jak się okazało jest mistrzem.]
Korpus służby cywilnej dostarcza nam dość regularnie podobnych uciech. Nowy narybek radców zaraz po studiach nie tylko numeruje karty dziesięciotomowych akt, nie tylko wydobywa wyroki z podziemi sądów administracyjnych ale także wykazuje się bogactwem słownictwa oraz pomysłowością. Dzięki takim talentom ten kraj przestanie kiedyś być nudny i nadęty. Czego sobie i państwu życzę;)
Coś mi znowu zawisło w powietrzu nad sama głową, jakieś kolejne burzowe chmurzyska chyba. Odganiam jak mogę.
Póki co z marnym skutkiem niestety, a wszystko z pewnością przez brak odpowiednich lektur.
Ze stosika przy łóżku pozostała jedynie „Bezsenność” Kinga na którą ochoty jakoś nabrać nie mogę, koszmarów mam pod dostatkiem nocną porą.
A wczoraj na kolację pożarłam Kingę Choszcz i Jej Afrykę. Nie napiszę nic o samej książce, bo recenzent ze mnie jak z koziej rzyci waltornia za to wyznam szczerze, że spłakałam się jak bóbr nad sama historią tej niesamowitej dziewczyny. Pojechać do Afryki, kupić wielbłąda, uratować pieska, uratować dziecko, przeżyć przygodę życia i nigdy z niej nie wrócić... Freespirit!
Spłakałam się również nad swoim marnym losem i tchórzostwem. Zamiast spakować plecak i wysmarować na koniec świata, ja gniję na tej wsi zapuszczonej do granic, tęskniąc za wolnością i przygodą. I na tęsknieniu kończąc. Bo praca, bo zobowiązania, bo kasa... bardzo fajnie tylko że kiedy, jak nie teraz - sama siebie dopytuje nieustannie, a odpowiedź kompletnie mnie nie zachwyca bo przewiduje jeden niezbędny pierwiastek męski, który obecnie wyeksmitował się w inną czasoprzestrzeń.
Sama to ja mogę po Polsce ale już nie we świat. W świecie muszę mieć z kim przedyskutować, złapać za rękę i ugryźć w ramię z zachwytu, przywieźć wspomnienia podzielone na dwoje, wtedy o wiele mniej umyka, wtedy zupełnie inaczej smakują.
Tak, tak.
5 komentarze:
Skoro dotarłaś do Kingi to polecam Ci jeszcze książkę "Prowadził ich los" Kingi i Chopina. Świetna opowieść o tym, że tak naprawdę trzeba chęci i odwagi, a świat jest w zasięgu ręki. Czasem trzeba powiedzieć sobie TERAZ, kupić bilet, spakować się i wyruszyć. Nie sposób się nie zgodzić, że przyjemniej jest z kimś, złapać kogoś czasem za rękę, podzielić wspomnienia na dwoje, ale też nie ma co czekać "ten pierwiastek", bo kto wie kiedy on się pojawi? Jednak niezależnie czy podróżujesz z kimś czy samemu, bliżej czy dalej, każda z takich wypraw wzbogaca Cię o nowe, cenne doświadczenia, których Tobie, państwu czytaczom i sobie życzę. :)
Podróże są moim życiem, choć w zasadzie powinnam użyć czasu przeszłego ( mam nadzieję że jedynie tymczasowo) zatem wiem doskonale co masz na myśli ;)
A do Kingi pewnie jeszcze wrócę choć literacko Moja Afryka nie była mistrzostwem świata ale biorąc pod uwagę okoliczności, wybaczam wszystko, zgodnie z moją naturą ;)
Bardziej literacko to proponuję Cejrowskiego, ale polecę Ci też "Samsarę" Tomka Michniewicza, która zainspirowała mnie do poznania Azji. Wciąga jak dobra powieść sensacyjna. :)
Niestety. Powyższe już jakiś czas temu przeczytane. Cejrowski w okolicach liceum ;)
O proszę :) Śledzę bloga od pewnego czasu i zauważyłem tylko zamiłowanie do fantastyki. Nie wspominałaś, że współdzielisz ją z literaturą podróżniczą. Ale pewnie nie czytałaś Tony'ego Halika. ;)
Prześlij komentarz