Złamałam paznokieć!
[No i cóż za wielki dramat blondynko ty, babsko nieogarnięte, paznokietek złamała omójborze, żal, idź umrzyj]
No nie do końca. Nie zrozumie nigdy ten, kto nie był nałogowcem.
Dzieciństwo miałam sielskie i anielskie z nielicznymi wyjątkami, a wyjątki te nie raz związane były z ogryzaniem paluszków.
Nie pomagało bicie po łapach, nie pomagały eliksiry babci Jadzi, nie pomagały kije ani marchewki, mazidła z apteki i gencjana, nawet przemoc w rodzinie, presja społeczna i odwoływanie się do poczucia wstydu – bezskuteczne. Łaziłam jak nieszczęście z ogryzkami i chowałam ręce przed światem. Było mi wstyd i popadałam w kolejne kompleksy. I zapadłabym się w to nieszczęście po uszy i na zawsze,
aż tu WTEM!
Nowa jakość życia, jakiś drobny klik w mózgu, wyluzowanko i nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nastała era pięknych długich paznokci [dzięki niech będą Przedwiecznemu Cthulhu za dobre geny, idealny kształt płytki i prawidłowy zgryz mimo wieloletnich wysiłków]. Obnosiłam się z nimi dumna i blada, gdyż skala sukcesu onieśmieliła połowę rodziny, w tym mię samą.
Szczęściu nie było końca. Na półeczce materializowały się cudownie kolejne barwy tęczy i szlachetne pastele. Kolejne pilniczki i polerki. Nawyk ukrywania dłoni po rękawach i kieszeniach skutecznie się wyciszył i było tak bardzo, bardzo pięknie, że musiało się jebnąć, nieprawdaż.
No i teraz mam - prawy palec wskazujący zakrwawiony i bolesny, bez paznokcia oraz wielki starach przed przyszłością, bo jak jeden krótki to reszta zechce w jego ślady, wszak to wskazujący, w dodatku prawy.
Drżę zatem o przyszłość swoją, gdyż znam rozmiar koszmaru poobgryzanych do krwi pazurów.
Drogie dzieci, morał z tej bajki następujący - nie popadajcie w nałogi póki czas, gdyż potem każdy kieliszek wódki, każda najmniejsza działeczka, nieswoja kobieta i złamany paznokieć zepchną bez was bez litości i natychmiast w czarną otchłań niszczycielskiego nałogu amen.
No dobra, umówmy się, że to było słabe.
Bajki o paznokciach, srsly?
Doszłam z rana do wniosku, że niechybnie mam otłuszczony mózg, bo myślenie mi nie idzie, Współlokator się dziwi, że ja tak w ogóle mogę, świat się dziwi, że mnie nie obchodzi, nawet własna ewolucja niekoniecznie. Se jestem se.
Mam marzenie, żeby zakupić komplet wystrzałowej bielizny, bo nie mam się z czego rozbierać przed tym obcym facetem, który nie zrobił, póki co, dobrego wrażenia, ale ani za bardzo za co ani za bardzo kiedy. Wiatr mi w oczy i kłody po nogi ponownie, cierpliwość zaczynam wykańczać.

0 komentarze:
Prześlij komentarz